Chiang Mai- trekking do Doi Suthep i niespodzianka na szczycie

Chiang Mai to miasto na północy Tajlandii, które przyciąga tysiące turystów. Nas też przyciągnęło pozytywnymi opiniami, które słyszeliśmy o nim. I faktycznie, już na wjeździe przywitały nas kolorowe klimatyczne lampiony porozwieszane wzdłuż kanałów, stragany z pamiątkami i oczywiście niekończący się street food. Bardzo przyjemna, romantyczna atmosfera. Stare miasto
Chiang Mai wypełnione jest imponującymi świątyniami, a zaraz za miastem znajdują się góry i liczne atrakcje, wodospady, wioski zamieszkałe przez górskie grupy etniczne. Niby wszystko super fajnie, ale coś nam tu jednak nie grało. Nie wiedzieliśmy co. Drugiego dnia już wiedzieliśmy. Chiang Mai jest dla nas za bardzo turystyczne. Wszystko w tym mieście zrobione jest pod turystę. Mango na milion sposobów, markety na każdym rogu, tagiatelle, pizza i piwo no i te nieszczęsne słonie. Prawie każdy turysta w Chiang Mai jedzie myć słonie do pobliskiego Elephant Jungle Sanctuary.

Turyści robią w Chiang Mai kilka rzeczy:

  • Jadą myć słonie
  • Jedzą street food
  • Robią zakupy i jedzą street food na nocnym markecie
  • Jadą do świątyni Doi Suthep i jedzą street food

Chcieliśmy zejść z utartego turystycznego szlaku i zrobić w Chiang Mai coś innego. Dostaliśmy cynk od naszych znajomych Jagody i Kuby (zajrzyjcie na ich blog Razem w trasę ), że policja łapie wszystkich zagranicznych turystów, którzy jadą skuterem do wspomnianej świątyni Doi Suthep. Policja sprawdza czy turyści mają międzynarodowe prawo jazdy. Oczywiście większość nie ma. My też nie przygotowaliśmy się w tym temacie. Mandat wynosi 500 BHT.

policyjna pułapka w chiang mai

Taksówką na górę nie chcieliśmy jechać, skuter odpada, spacer szosą to wątpliwa przyjemność. Kminiliśmy więc inną trasę do świątyni. I tak Mateusz znalazł w Internecie szlak mnisi prowadzący na szczyt góry do Doi Suthep.

Legenda o białym słoniu i świątyni Doi Suthep

Wokół góry krążą legendy i opowieści. Dawno temu mnich o imieniu Sumana miał sen, w którym otrzymał wskazówki jak odnaleźć cenne relikwie. I rzeczywiście mnich odnalazł kość, która ponoć była częścią ramienia Buddy. Okazało się, że relikwia ma magiczną właściwość. Podzieliła się na dwie, z czego każda część urosła do wielkości pełnej kości. Uznano to za ogromny cud. Ówczesny król Królestwa Lanna postanowił, że każda z relikwii zasługuje na własną świątynię. Nie wiedział jednak gdzie ma zbudować nową. Położył relikwię na grzbiet białego słonia i puścił go wolno. Słoń biegł, aż w końcu dotarł na szczyt góry. Zadął w trąbę trzy razy, położył się i już nie wstał. W ten sposób zdecydowano o lokalizacji Wat Doi Suthep – świątyni do której codziennie przyjeżdżają tysiące turystów.

Trekking do Doi Suthep. Monk’s Trail

monks trail mnisi szlak

Pomysł na trasę od razu spodobał się nam. Szlak wiedzie przez dżunglę. Prowadzi najpierw do niżej położonego leśnego klasztoru Wat Palad i ciągnie się dalej do popularnej wśród turystów Doi Suthep, z której rozpościera się piękny widok na miasto. Szlak ten przez wieki wydeptali mnisi wędrujący z miasta do świątyni na górze i z powrotem.

Jak trafić na mnisi szlak Monk’s Trail?

Wejście na szlak zaznaczyłam na mapie poniżej. Najprościej jest podjechać tam lokalną czerwoną taksówką tzw. songthaew. Kierowca podwiezie Cię pod samo wejście na szlak. Znajdziesz tam dwie zielone tablice informacyjne.

wejście na szlak monk's trail

Droga biegnie przez las. Ważne jest by dobrze przygotować się do spaceru. Nie jest to zdobywanie Mount Everestu, ale błagam, nie idź w klapkach. Załóż wygodne zakryte buty, gdyż szczególnie na początku szlak jest kamienisty. Pod koniec jest dość stromy. Weź ze sobą też czapkę od słońca, okulary, coś na komary i spory zapas wody, bo konkretnie się spocisz. Jako, że odwiedzisz dwie świątynie, to pamiętaj też o odpowiednim ubiorze (kolana i ramiona mają być zakryte).

Wat Palad (Wat Pha Lat)- świątynia skryta w dżunglii

Pierwszy etap szlaku nie jest wymagający. Idziesz ścieżką o średnim nachyleniu. Droga oznaczona jest pomarańczowymi szatami mnichów. Oglądaj przyrodę i ciesz się cenną ciszą i spokojem.

trekking do doi suthep

Po ok. 40 minutach spokojnego marszu doszliśmy do przepięknie położonego leśnego klasztoru Wat Palad. Ponoć to tu zatrzymał się biały słoń w drodze na górę Doi Suthep. Aby wejść do świątyni musisz przejść przez malowniczy wodospad. Aż się prosi by usiąść na chwilę i odpocząć w chłodzie. Tak pewnie zrobił legendarny słoń.

wejście do wat pha lat

Wat Palad położona jest w środku dżungli. Większość turystów nie ma pojęcia o jej istnieniu. Mija ją jadąc od razu do Doi Suthep. I to jest chyba największa zaleta tego miejsca. Spokój, cisza, natura i panująca tu mistyczna atmosfera.

Wejścia do świątyni strzegą mitologiczne birmańskie sfinksy tzw. Manussiha (pół człowiek, pół lew).

Liczne rzeźby ukryte są w bujnej roślinności. Co chwilę pojawia się nowa mistyczna postać.

wat pha lat

Piękne płaskorzeźby

słoń w wat pha lat

Warto dać sobie czas by na spokojnie obejrzeć zakamarki świątyni i poczuć duchową atmosferę tego miejsca. Zobaczcie sami :

galeria-zdjęć-wat-pha-lat

 Galeria zdjęć z Wat Pha Lat

Drugi etap mnisiego szlaku – trekking do Doi Suthep

Gdy już nasyciliśmy się tym magicznym miejscem ruszyliśmy dalej, do Doi Suthep. Aby znaleźć dalszą część szlaku, idź do góry wzdłuż rzeki. Jeśli będziesz mieć problem ze znalezieniem ścieżki, zapytaj o drogę mnicha.

Szlak oznaczony jest pomarańczowymi skrawkami mnisich szat. Po ok. 5 minutach dojdziesz do szosy. Przejdź ja na drugą stronę. Wejście na szlak oznaczone jest żółtą tablicą.

monk's trail

I tu zaczynają się schody. I to prawie dosłownie. Ścieżka jest tu trudniejsza, bardziej stroma, stopnie są wysokie. Ale nadal nie jest to super wymagająca wspinaczka. Każdy zdrowy człowiek spokojnie da radę ją pokonać. Ścieżka jest też dobrze wydeptana. Nie ma jak się zgubić. Ten odcinek trasy trwał ok. 60 minut, może nawet kilka minut dłużej. Treking w 35 stopniach działa jak ekstra mocna sauna. Myślę, że wypociliśmy z siebie pad thai co najmniej z dwóch ostatnich dni.

Doi Suthep – niespodzianka na szczycie

Spoceni jak bobry wyszliśmy z lasu. To nie był jednak koniec trasy. Musieliśmy jeszcze przejść ze dwa-trzy zakręty szosą pod górę. Trzy… dwa…. jeden i……naszym oczom ukazał się straszny
widok. Spoceni, zmęczeni, ale jakoś tak uwznieśleni pobytem w leśnej świątyni wyszliśmy jak jacyś zdobywcy z lasu. Liczyliśmy na dalsze doznania duchowe, a zobaczyliśmy bazar badziewia. Autokary chińskich wycieczek, kolejki, stragany z plastikowymi zabawkami, banany w cieście na patyku i setki, setki turystów.

trekking do doi suthep

O nie! A było tak pięknie…Cóż robić. Szliśmy taki kawał, to wejdźmy do środka. Zlepiliśmy się z międzynarodową autokarową pielgrzymką i ruszyliśmy do wejścia. „How arę you Buddy?” – zapytał wyluzowany Amerykanin podchodząc do okienka z biletami. Wstęp kosztuje 30 BHT. No to wchodzimy, Buddy.

Atak zmutowanej rasy ludzkiej, czyli człowiek-selfiestick

Wewnątrz zobaczyliśmy coś strasznego. Tłum ludzi ze smartfonami wycelowanymi w świątynię. Każdy, ale to każdy człowiek robił łapczywie zdjęcia. Ludzie wyginali się, podskakiwali, wypinali do zdjęć z posągiem Buddy w tle.

Przypomnę, że wchodząc na teren świątyni należy przestrzegać kilku zasad. Przede wszystkim pamiętamy o odpowiednim ubiorze. Przed wejściem do każdej świątyni znajdują się obrazkowe oznaczenia co to znaczy „odpowiednie”. W skrócie : ramiona, kolana, brzuchy powinny być zasłonięte. Po drugie zachowujemy się przyzwoicie, nie obściskuje się, nie całujemy. Nie wystawiamy stóp w stronę posągów Buddy i innych motywów sakralnych. Nie jemy. Zachowujemy się cicho i spokojnie. W DoiSuthep wyglądało to tak:

W świątyni panowała atmosfera rozrywkowa. Wszyscy pozowali sobie do zdjęć, głośno rozmawiali, śmiali się, popijali Coca colę. Czekałam, aż jakiś Buddy wyciągnie zaraz browara i zrobi sobie selfie z mnichem.

Coraz częściej widzę powtarzający się w miejscach świętych obrazek. Od wieków ludzie składają ręce do modlitwy. Od niedawna gestowi towarzyszy dodatkowy atrybut.

kult smartfona

Widząc to zastanawiam się kiedy powstanie pierwsza świątynia smartfona. Obstawiam, że powstanie w Chinach. A może już jest ?

Zwiedzanie świątyni czy wyprawa po zdjęcie profilowe?

Chyba nikt nie przyszedł tu do świątyni. Zwiedzający przyszli by zrobić sobie zdjęcie na Facebooka lub na Instagrama. Ludzie zapomnieli, że świątynia to miejsce święte. Niestety Doi Suthep w Chiang Mai straciło swoją świętość. Stała się atrakcją turystyczną. Obserwowaliśmy zachowanie ludzi i robiło nam się coraz smutniej. Znalazłam zaledwie jednego Pana, który usiadł sobie gdzieś z boku pogrążony w medytacji. Jeden człowiek na setki znał znaczenie tego miejsca. Jeden na setki.

Zachłanny, głodny potwór o imieniu – Turystyka

Podróżując po świecie widzimy negatywne skutki rozwijającego się przemysłu turystycznego. Turyści zadeptują kulturę, niszczą przyrodę, psują znaczenie miejsc świętych.

Tajlandia jest jedną z najpopularniejszych destynacji turystycznych na świecie. Ze względu na za dużą ilość turystów, kilka wysp i plaż zostało zamkniętych dla ruchu turystycznego. Perełki kultury należy chronić. Być może najprostszym sposobem jest podwyższenie cen wstępu do niektórych atrakcji turystycznych. Dzięki temu odwiedzą je tylko Ci, którzy naprawdę są zainteresowani, a nie wszyscy turyści którzy chcą zrobić sobie selfie na Instagrama. Marudzimy, że wejście do Taj Mahal w Indiach kosztuje dla turysty 800 rupii podczas gdy na lokalsów 10 czy 20 rupii. Może wysokie ceny odstraszają chociaż kilka procent turystów. Loty samolotem, hotele, lokalny transport, wszystko staje się tańsze, przez co dostępne turyście masowemu. A turysta masowy chce zaliczyć kolejną atrakcję, chce pstryknąć fotkę. Ma krótki urlop, mało czasu by zgłębić szczegóły. Pstryka setki zdjęć nie zastanawiając się wiele, co w ogóle fotografuje.

To co zobaczyliśmy w Doi Suthep tak nas dotknęło, że nie mogliśmy skupić się na oglądaniu samej świątyni. Szkoda, że tak się stało, bo jest to przepiękne miejsce, z imponującymi posągami. Miejsce wspaniale położone. Ale niestety. Zalała je masa mróweczek z selfie stickami.

trekking do doi suthep

Widok ze świątyni na Chiang Mai:

panorama z doi suthep na chiang mai

I co tu zrobić? Rozwoju turystyki nie cofniemy. Ludzie będą eksplorować kolejne miejsca. To co dzisiaj jest jeszcze mało znane, za kilka lat będzie oblegane. Niestety, ja nie mam na to pomysłu. Jedyne co mi pozostaje to szanować odwiedzane miejsca i zachowywać się w nich z szacunkiem. I o to proszę też i Was.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0