Dlaczego warto jechać na zachód słońca na kraniec Indii ?

Ścieżki turystyczne w Indiach podzieliłabym na dwa rodzaje. Pierwsze to te, które wybierają zagraniczni turyści, czyli przede wszystkim te które zostały dokładnie opisane w przewodniku Lonely Planet, Drugie to te, które wybierają indyjscy turyści. O tych miejscach Lonely Planet mówi zazwyczaj mniej, bo i uznaje, że miejsca te są mniej interesujące dla zagranicznego turysty i mogą być dla niego, delikatnie mówiąc mniej przyjemne. Czasami obie te ścieżki krzyżują się i turysta indyjski spotyka się z zagranicznym. Niektóre miejsca w Indiach oblegane są zdecydowanie tłoczniej przez zagranicznych przyjezdnych, a w innych białych twarzy jest niewiele. Do tych ostatnich należy Kanyakumari, Przylądek Komoryn, czyli południowy koniuszek Indii.

kanyakumari

Tam, gdzie spotykają się trzy wielkie wody

Kanyakumari w stanie Tamilnadu to najbardziej na południe wysunięte miasto Indii. W tym miejscu spotykają się Morze Arabskie, Zatoka Bengalska oraz Ocean Indyjski. I w sumie jest to największa atrakcja tego miejsca. I niezaprzeczalnie jest to wystarczająca atrakcja by przyciągnąć wielu ciekawskich. W końcu nie ma na Ziemi drugiego takiego miejsca.

kanyakumari

Duchowość, historia i kicz

Miasto, oprócz wyjątkowego położenia geograficznego było świadkiem wielu ważnych spraw. To tutaj rozsypano prochy Mahatmy Gandhiego, to tutaj medytował Swami Vivekananda i to tutaj znajduje się świątynia bogini Kumari, która uratowała świat pokonując demony. Czego chcieć więcej ? Koni biegających po plaży ? Proszę bardzo. Są. A jeżdżą na nich zadowoleni pokraczni turyści z Delhi. Różowa wata cukrowa? Jest. Lusterka wysadzane muszelkami? Są. Tresowane kolorowe papużki? Breloczki z wygrawerowanym imieniem ukochanej ? Wystawa rybek ?

kanyakumari

W Kanyakumari jest nawet pierwsze w Indiach muzeum figur woskowych! A jeśli komuś byłoby mało, to w tym wszystkim znajdziecie jeszcze całą masę ubranych na czarno pielgrzymów – wyznawców Ayappana – kolejnego z bogów hinduizmu. A w środku tego wszystkiego … M Y !

kanyakumari

Z jakiegoś powodu lubimy takie miejsca. Może dlatego, że czujemy się tam w końcu jak w Indiach, w odróżnieniu od Goa, czy keralskich kurortów, w których często więcej jest turystów niż lokalnych mieszkańców. Lubimy takie miejsca, bo to są prawdziwe Indie. Pokręcone, chaotyczne, niezrozumiałe, brudne, groteskowe i święte jednocześnie.

Czy prawdziwy pielgrzym, to bosy pielgrzym ?

Większość przybyłych pielgrzymów chodzi boso. Gdy już dotrą do Kanyakumari, wskakują do morza. W wodzie bawią się jak dzieci.

Robią sobie zdjęcia z potężnym posągiem Thiruvalluvara (pisarz tamilski) w tle. Są bardzo głośni. Krzyczą, chcą robić sobie z nami zdjęcia komórkami. Wyrzucają śmieci do morza. Wygląda to jakby urwali się z domów na wyjazd nad morze, które widzą pierwszy raz w życiu.

kanyakumari

Ale nie wszyscy są tacy. Niektórzy są spokojni, widać że przybyli z bardzo daleka. Oddają się zadumie. Modlą się. Nie zaczepiają nas. Nawet nas nie widzą. To my się na nich gapimy.

Pielgrzymka w stronę zachodzącego słońca

Najbardziej w Kanyakumari podobała nam się ta właśnie indyjska mieszanka kulturowa. Widzieliśmy ludzi z północnych Indii, z Himachal Pradeś, z Pendżabu, z Delhi, z Radżastanu. Pojawiła się również zgarbiona starowinka, która wyglądała jakby jakimś sposobem przyjechała z dalekiego Tybetu. Oczywiście najwięcej było przyjezdnych z Karnataki, z Adhra Pradeś, z Tamilnadu, Kerali – ogólnie z Indii południowych. Niesamowita mieszanka. W jednym miejscu. Wszyscy spotkali się na tym maleńkim, najbardziej południowym koniuszku Indii. Wszyscy patrzyli w tę samą stronę. W stronę zachodzącego słońca. Jedni robili zdjęcia telefonem, inni gorliwie modlili się.

A my obserwowaliśmy, jak nagle te wszystkie codzienne podziały tracą znaczenie. Tutaj w Kanyakumari gdzie spotykają się trzy wielkie wody, nad którymi zachodzi jedno, wspólne dla wszystkich słońce. Tak samo ważne dla mnie, dla Ciebie, dla muzułmanina, sikha, hindusa, czy buddysty.

Czemu ty tak lubisz te brudne Indie ?

Gdy ktoś mnie pyta – „Czemu ty tak lubisz te Indie, przecież tam jest tak brudno i głośno?” – to przypominam sobie takie małe sytuacje jak ten zachód słońca w Kanyakumari. Może te chwile trwają krótko i po takim zachodzie słońca wszyscy znowu wyrzucają śmieci do morza, bekają, krzyczą i gapią się na mnie jak na dziwologą, ale te krótkie momenty mają jakąś taką moc, która pozostaje na dłużej.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0