Ko phayam- nasza rajska wyspa w Tajlandii

Każdy ma jakieś marzenia. Z biegiem życia widzę, że jakimś cudem, powoli marzenia spełniają się. Mnie spełniło się już wiele. Jestem stworzeniem ciepłolubnym, kocham słońce. Wywołuje uśmiech na mojej twarzy, poprawia nastrój, dodaje energii, sprawia, że chce się żyć. Jednym z moich marzeń, było odwiedzenie rajskiej plaży. Takiej, wiecie, ze złotym piaskiem, błękitną ciepłą wodą, łódką na horyzoncie i jakąś palmą w okolicy. I koniecznie bez tłumu turystów, bez motorówek i całego turystycznego badziewia. Może to trochę stereotypowe, ale cóż tak mi się marzyło. Widziałam już w życiu kilka pięknych, ale jakoś to nigdy nie była ta „jedna jedyna, wymarzona”. Aż do teraz. Znalazłam swoją rajską plażę. Była cisza, było pusto. Był złoty piasek, turkusowa ciepła woda, były łodzie rybaków, może tylko nie było tych palm wchodzących na plażę, ale za to na horyzoncie były skały i małe góry co dodawało bajecznego wręcz uroku. Na skrawek plaży wkradały się nieznane gatunki drzew. Dzięki nim można było skryć się w cieniu i napawać oczy tym rajskim widokiem wsłuchując się w szum morza.

ko phayam

Rozmarzyliście się już ? Chcielibyście wiedzieć gdzie leży taka wyspa ? Zdradzę Wam, gdzie ona jest. Ale w tajemnicy

Piękne miejsca często tracą swój urok, bo odwiedza jest coraz więcej ludzi. Spokojne plaże przeradzają się w kurorty turystyczne. Spokojne uliczki w zatłoczone bazary pełne barów i sklepów. Tak stało się z wikszością tajskich wysp. Takie miejsca jak Ko Samui, Phuket, Ko Phangan przyciągają tysiące turystów, którzy wpadną tu na chwilkę, zabawią się, najedzą, naśmiecą i wyjadą. Chcieliśmy uniknąć takiego widoku. Szukaliśmy, więc „tej jednej wymarzonej rajskiej wyspy”. Oczywiście nie szukaliśmy w przewodnikach bo to mijałoby się z celem. Pytaliśmy Tajów, których spotykaliśmy w podróży. W Bangkoku poznaliśmy uśmiechniętego dredziarza o poczciwej twarzy. Spędziliśmy z nim popołudnie dużo rozmawiając. I tak od słowa do słowa powiedział nam o wyspie Ko Chang, położonej na Morzu Andamańskim blisko Birmy. To miała być nasza wymarzona. Poszukując informacji o wyspie wywiedzieliśmy się, że na Ko Chang przez większą część dnia może nie być prądu. Nie chcieliśmy odcinać się od świata aż tak, bo planowaliśmy popisać posty na blog właśnie na wyspie. Okazało się, że z Ko Chang sąsiaduje Ko Phayam – też mało turystyczna, ale już podpięta pod prąd wyspa… rastamanów. O ! To coś dla nas. Płyniemy na Phayam !

prom na ko phayam

Jak dotrzeć na wyspę Ko Phayam?

Podróż z Bangkoku składa się z kilku etapów:

  • Bangkok – Ranong – ten odcinek możesz pokonać na dwa sposoby. Najlepiej jechać autobusem nocnym, który rusza ok. 20/21 wieczorem z Southern Bus Terminal w Bangkoku. Jedzie ok. 9/10 godzin. Nad ranem jesteś w Ranong. Koszt biletu ok. 400/500 BHT w zależności od przewoźnika. Drugi sposób (my taki wybraliśmy ponieważ nie jechaliśmy z samego Bangkoku) to pociąg z Bangkoku to miasta Chumpon (ok. 6 godzin/ 300 BHT. W Chumpon musisz przesiąść się do autobusu, którym dojedziesz do miasta Ranong (autobus jechał 2,5 godzinki/ 150 BHT).
  • Ranong Bus Terminal – Ranong przystań – oczywiście możesz łapać taksówkę, ale jest tańszy sposób. Łapiesz tzw. songtheaw, czyli powiedzmy taką dzieloną taksówkę. Przejazd od osoby kosztował 20 BHT. Powiedz koniecznie kierowcy, że chcesz jechać na „slow boat”. W Ranong są dwie przystanie. Upewnij się, na którą chcesz jechać
  • Ranong przystań – Ko Phayam – i tutaj masz wybór. Albo płyniesz tzw. ”slow boat” albo „fast boat”. różnica jest jak nazwa wskazuje w szybkości i oczywiście w cenie. Nam się nie spieszy. Wybraliśmy opcję tańszą – slow boat płynie 2 godziny i kosztuje 200 BHT. Fast boat kosztuje 350 BHT i płynie 30 minut. Łódź z Ranong wypływa dwa razy dziennie. My płynęliśmy o 10 rano. Z stronę powrotną łódź wypływa z Ko Phayam o 9:00 i o 15:00.

Ko Phayam – wyspa bez dróg

Wyspa jest niewielka. Przejechanie jej z jednego na drugi koniec zajmuje ok.kilkunastu minut skuterem. Skuter to najlepszy środek transportu na wyspie, ponieważ nie ma tu dróg przystosowanych dla samochodów. Hurra !!! Na wyspie jest chyba więcej skuterów do wypożyczenia niż mieszkańców, także i cena jest atrakcyjna. Nam udało się znaleźć skuter za 120 BHT za dzień. Śmigaliśmy sobie po wyspie w te i wewte. Wszędzie jest blisko. Dziesięć, góra dwadzieścia minut drogi. Paliwo, jako, że to wyspa jest droższe niż na lądzie. Kosztuje 40 BHT/litr. Pamiętajcie, że na wyspie nie ma bankomatów. Przywieźć ze sobą gotówkę.

ko phayam skuter

Zakwaterowanie na wyspie Ko Phayam

Opcji zakwaterowania na wyspie jest sporo. Urokiem Ko Phayam jest to, że nie znajdziesz tu kilkupiętrowych hoteli. Są same bungalowy i kilka większych resortów które łagodnie wkomponowują się w klimat wyspy. Także jeśli szukasz klimatu hotelowo-imprezowego, to nie jest to miejsce dla Ciebie. Jeśli natomiast szukasz spokoju, ciszy, pięknych widoków i klimatu odrobinę z Robinsona Cruzoe to będziesz zachwycony.

My szukaliśmy chatki w fajnej cenie. Szybko trafiliśmy do Rasta House. Nazwa nam się spodobała. Liczyliśmy na spotkanie z bandą dredziarzy… albo chociaż z jednym 😉 Na głowie naszego gospodarcza Ricka nie było jednak ani śladu po dredach. U jego żony też nie. Ale mieli fajne bungalowy. Były duże, z własną łazienką i tarasem z hamakiem. Plaża 5 minut piechotką. Cena też była przyzwoita 300 BHT/ noc. Zostajemy. Na 5 dni. Jeśli chcesz targować cenę noclegu to zawsze lepiej gdy zostaniesz na kilka nocy.

Sabai, sabai. Spokojne życie na wyspie

Sabai, sabai po tajsku oznacza, tyle co w Indiach shanti, shanti, czyli „na spokojnie”. Życie toczy się tutaj swoim własnym, wyspiarskim tempem. Czyli powolutku. Mieszkańcy pracują rano, zanim zrobi się gorąco. Po lunchu, gdy słońce wdrapie się wysoko i zacznie mocno prażyć najlepiej jest położyć się w cieniu w hamaku i zrobić sobie drzemkę. Temperatura słabnie ok.godziny 16 i wtedy wszyscy znowu uaktywniają się. Wśród turystów najpiękniejszym momentem dnia jest oczywiście zachód słońca. Wszyscy gromadzą się na plaży by oglądać ten piękny spektakl wyczarowany przez naturę

Nasz dzień wyglądał tak : pobudka wcześnie rano-śniadanie-plaża-praca (pisanie bloga, obróbka zdjęć)-lunch-praca-zachód słońca-kolacja. Kocham takie życie !

Co robić na Ko Phayam?

Buffalo Beach

ko phayam buffalo bay

Wyspa jest malutka ale ma wiele urokliwych zakamarków. Nasz Rasta House znajdował się w południowej części Buffalo Beach. Moim zdaniem, jest to najbardziej urokliwa plaża na wyspie. Jest tu bardzo, BARDZO spokojnie. Było wiele momentów kiedy na plaży byliśmy sami. Raj na ziemi ? Tak !

Hippie Bar – statek piratów

W północnej, gęściej zagospodarowanej części Buffalo Beach znajduje się pewna niespodzianka. Prawdziwa perełka tej wyspy. Hippie Bar. To z pewnością najciekawszy bar jaki widzieliśmy w życiu. Powstawał wiele lat. Wybudowany początkowo przez jednego człowieka, który postanowił rzucić swoje poprzednie życie w mieście i wybudować tę niesamowita konstrukcję. Hippie Bar zbudowany jest z drewna i przypomina statek piracki. Jest ogromny, ma 3 poziomy i niekończącą się ilość zakamarków, tajnych przejść, schodków, podestów, mostków. Miejsce robi ogromne wrażenie.

Niestety w Hippie Barze jest potwornie drogo. Odradzam zamawianie szejków. Dostaliśmy tak najdroższego i najgorszego szejka podczas całej tajskiej podróży. Rozumiem, że ceny są wysokie. Siedzę w super miejscu, mogą zapłacić za szejka 2-3 więcej, ale liczyłabym na wysoką jakość. Niestety jej nie było. Także polecam Hippie Bar jako atrakcję do siedzenia i oglądania, a nie jako miejsce na posiłek. Piwo oczywiście też jest drogie.

Long Beach

ko phayam long beach

Long Beach, to jak nazwa wskazuje długa plaża. Długa i piękna. Znajduje się w południowozachodniej części wyspy. Jeśli chcecie spać w domku na plaży to chyba tam jest najwięcej takich opcji. Plaża jest szeroka i są tam świetnie warunki do pływania i podobno do surfingu.

Natura na wyspie

Gdy już plażowanie się Wam znudzi to z innych atrakcji można wybrać się na spływ kajakowy rzeką, na wycieczkę na pobliskie wyspy, można surfować, pojeździć po okolicy rowerem,
ponurkować. My nie korzystaliśmy z tych atrakcji. Żyliśmy zgodnie z wyspiarskim stylem życia typu Sabai- sabai. Na wyspie jest piękna natura i sporo ciekawych gatunków zwierząt, m.in.spotkacie tutaj dzioborożce (początkowo pomyliliśmy je z tukanami)

Tysiące krabów

krab ko phayam

A także orły, motyle i przeróżne odmiany jaszczurek i warany.

Wege na Ko Phayam?

W kwestii wyszukiwania smacznego jedzenia w dobrej cenie zostaliśmy chyba już specjalistami. Chodzi oczywiście o jedzenie wegetariańskie. Pamiętajcie, że jesteśmy na wyspie. Większość dań bazuje na rybach i owocach morza. A my jesteśmy z tych wegetarian, dla których ryba to też zwierzę i jej nie jemy. Często znalezienie wege jedzenia graniczy z cudem. Na szczęęęęęęęście mamy nosa i już pierwszego dnia jakimś szóstym zmysłem odkryliśmy ukrytą na samym końcu drogi wegetariańską knajpkę – naszą wybawicielkę „Pom`s Place.

poms place ko phayam

Pom jest mieszkanką wyspy i lubi gotować wegetariańskie jedzenie. O Bogowie! Cóż to było za pad thai, które zaserwowała nam pierwszego dnia !

Tak nam smakowało, że od razu postanowiliśmy jeść u Pom codziennie przez cały pobyt na wyspie. Przyjeżdżaliśmy do Pom codziennie na lunch ok.godziny 14, a ona codziennie czarowała pyszne i piękne jedzenie dla nas. Któregoś dnia zaserwowała sałatkę, którą nazwę dziełem sztuki. Jej jedzenie było smaczne i ładnie podane. Staraliśmy się jeść powoli by najlepszy moment dnia trwał jak najdłużej.

Także kochani, jeśli kiedykolwiek traficie na Ko Phayam, od razu kierujcie się do Pom`s Kitchen. Powołajcie się na nas, pokażcie Pom nasze zdjęcie, a może zaserwuje Wam super dużą i ekstra
piękną porcję.

wege jedzenie ko phayam

Fajnie jest wracać do jednego miejsca. Po kilku dniach rozmawialiśmy z Pom już dużo swobodnej, opowiadała nam o sobie. Jej restauracja leży z boku, więc pechowo turyści nie trafiają do niej. A szkoda, bo jedzenie u Pom jest pyszne i niedrogie. Ceny dań 60-120 BHT. Jak na wyspę, są to ceny niskie.

pineapple fired rice

Opowiem Wam o jeszcze jednym miejscu. Pewna rodzinka postawiła namiot przy drodze i zaczęła robić proste jedzenie. Standardowo jajecznica z tostem, omlet lub naleśnik, 30-40 BHT. Pani, która przyrządzała przysmaki oczarowała mnie skupieniem i spokojem z jakim gotowała. Jedzonko było smaczne, ceny niskie, porcje duże. Rodzinka robiła również lody kokosowe, które można było zjeść na miejscu albo… na plaży, bo tak jak wszędzie na świecie Pan lodziarz rozwoził lody po okolicy dzwoniąc „dzyń, dzyń”.

A jeśli nie chcecie codziennie stołować się w knajpce, to mamy dla Was propozycję na własny zestaw śniadaniowy. Naszym przysmakiem zostały banana sticky rice ( khao tom ), czyli banan owinięty w klejący się ryż i zawinięty w świeży liść bananowca. Lokalny przysmak znajdziecie wszędzie w Tajlandii. Znaleźć też można opcję ze słodkim ziemniakiem (tzw.taro) zamiast z bananem. Luksusowa jest opcja grillowana. Kupowaliśmy też sam sticky rice, do którego wkrajaliśmy banany lub papaję i to polewaliśmy mleczkiem kokosowym lub sojowym. To było nasze ulubione śniadanie w Tajlandii.

ko phayam śniadanie

Jeśli zostajecie na kilka dni w jednym miejscu to polecam kupić 25 litrowy baniak z wodą. Kosztuje on jedyne 25 BHT + 130 BHT zwrotnej kaucji za baniak. Jest to śmieszna cena za wodę
w porównaniu z tym, że cena butelki 1,5 litra to 15 BHT.

Walka o raj

Na wyspie przez cały rok jest ciepło. Sezon turystyczny jest tu jednak krotki. Trwa jedynie 3-4 miesiące ze względu na długą porę deszczową. To ogranicza ruch turystyczny. Na Ko Phayam
jest za to sporo stałych bywalców, tzw.farangów. Farang tajsku oznacza obcokrajowcę, a konkretnie człowieka o białej skórze i jasnych włosach. Na wyspie spotykaliśmy głównie Austriaków, Niemców i Francuzów, starych hippisów którzy trafili na wyspę 10-15 lat temu i już z niej nie wyjechali. Wyspa wessała ich. I nic dziwnego. Łatwo jest zasiedzieć się w raju. Lokalni „farangowie” opowiadali nam, że 10 lat temu na wyspie praktycznie nic nie było. Prąd jest tu zaledwie od kilku lat. Początkowo na 2-3 godzinki dziennie. Teraz jest już przez 24 godziny. To
dużo zmieniło na wyspie. Coraz więcej turystów dowiaduje się o Ko Phayam. Wyspa, na której nie ma samochodów i sieci supermarketów jest dużą atrakcją. Mieszkańcy i władze dystryktu starają się ustalić reguły, by tak zostało. By Ko Pahayam nie zalała turystyka. Po wyspie krąży petycja pod którą każdy może podpisać się. Petycja dotyczy zachowania naturalnego stanu wyspy. Chodzi o to by nadal nie budowano tutaj hoteli i dużych resortów. Miejmy nadzieje, że uda się i Ko Phayam za kolejne 10 lat nie będzie wyspą bez samochodów, hoteli i supermarketów.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0