Herbaciane królestwo Munnaru

Pijemy ją praktycznie codziennie. Kupujemy w liściach, sypaną lub w gotowych saszetkach. Czarną, zieloną, białą, z cukrem, z cytryną, z mlekiem. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się gdzie rośnie herbata? Jak rośnie i czym różni się herbata czarna od zielonej?

munnar

Zacznijmy od początku. Skąd się wzięła herbata ?

Pewna chińska legenda opowiada o zielarzu, który posiadł potężną wiedzę na temat 84 tysięcy roślin medycznych. Przed swoją śmiercią przekazał informację jedynie o 62 tysiącach. Właściwości pozostałych ziół nadal były sekretem. Ale stał się cud. Na grobie zielarza, wyrosła roślina, która zawierała właściwości wszystkich 22 tysięcy nieopisanych roślin. I była to właśnie herbata.

Niezaprzeczalnie ważną rolę herbata odegrała również w eposie indyjskim, w Ramajanie. To właśnie herbatą Lord Hanuman uzdrowił nieprzytomnego Lakszmanę.

Legendy, legendami ale skąd tak naprawdę pochodzi herbata?

Herbata pochodzi z Azji południowo wschodniej. Nikt dokładnie nie wie gdzie dokładnie pierwszy raz wyrosła. Pierwsza w zmianka o herbacie w Chinach miała miejsce w IV w.p.n.e. Herbata rozprzestrzeniała się, aż dotarła przez morze do Japonii i stopniowo na cały świat. Do Europy zachodniej herbata dotarła dopiero na początku XVII wieku i jak pierwsi sprowadzili ją Brytyjczycy i Holendrzy.

Znana nam herbata ma wdzięczną łacińską nazwę Camellia sinensis. Lubi klimat subtropikalny. Niektóre odmiany mogą też tolerować klimat morski, więc herbaciane plantacje przyjęły się w Anglii oraz w USA

Skąd się wzięła herbata w Munnarze?

Pierwszą herbatę posadzono na wzgórzach Munnaru w 1880 roku. Munnar znajduje się na granicy stanów Kerali i Tamilnadu w Indiach południowych. Położony jest na wysokości 1600 metrów. Turystów przyciąga przepięknymi malowniczymi widokami i wzgórzami pokrytymi plantacjami herbaty. Piękno regionu oraz sprzyjający klimat dostrzegli Brytyjczycy w XIX wieku i założyli herbaciane królestwo. Dzisiaj plantacjami przechadzać się można całymi dniami. Piękno krajobrazu zapiera dech w piersiach.

munnar

 

Zgubiony przewodnik na dobry początek

Do Munnaru przyjechaliśmy trzęsącym autobusem z Kottayam w Kerali. Podróż trwała około 5 godzin i kosztowała nas 135 rupii od osoby. Już po drodze widzieliśmy, że będzie pięknie. Na miejsce dotarliśmy wieczorem, około 19. Było nam zimno. Munnar ma dużo chłodniejszy klimat niż keralskie wybrzeża, także jeśli wybieracie się w te rejony, nie zapomnijcie o cieplejszych ubraniach. Gdy już chcieliśmy zabrać się za szukanie pokoju, okazało się, że w autobusie z którego przed chwilą wyszliśmy zostawiliśmy nasz przewodnik. Nie zastanawiając się wiele, złapaliśmy rikszę i łamanym angielskim dogadaliśmy się z rikszarzem, o co nam chodzi. Pojechaliśmy na pierwszy dworzec autobusowy. Nie ma. Jedziemy na drugi. Tak, nasz autobus przyjechał tu. Wytłumaczyliśmy czego szukamy. Kazali nam czekać. Po kilku minutach, kierowca wrócił z naszym przewodnikiem w dłoni ! Znalazł się. Ucieszyliśmy się bardzo i wróciliśmy na poszukiwania pokoju. A z tym poszło już bardzo prosto. Raz dwa i mieliśmy czysty pokój w małym hoteliku Mummy`s. Koszt 400 rupii, jak na Munnar super tanio. I wiecie co ? Była nawet ciepła woda! Wspaniały początek pobytu w Munnarze. Jeszcze tylko coś zjeść i będzie idealnie. Usiedliśmy w pierwszej lepszej knajpce.  Nie powaliło nas na kolana. A lubimy bardzo być powalani na kolana przez indyjską kuchnię. Ale dobra, jutro poszukamy czegoś lepszego. Teraz pora spać. Hop pod koc. Było cicho – nie jak w Indiach. Było rześko. Nie jak w Indiach! Juuuupi ! Czasami dobrze odpocząć od tego indyjskiego zgiełku i skwaru.

Buszując w herbacianych plantacjach

Następnego dnia ruszyliśmy na podbój Munnaru. Od razu go pokochaliśmy. Widoki! Widoki! Widoki! Przewodniki informują o zorganizowanych wycieczkach, trekkingach po plantacjach. Nie dajcie się. Gdzie nie pójdziecie, będzie pięknie i naprawdę nie potrzebujecie na to przewodnika. Wystarczy podejść do Informacji Turystycznej. Pani da Wam super niedokładną mapkę i zaznaczy miejsca warte zobaczenia.

My pierwszego dnia wybraliśmy trasę w stronę wodospadu. Po drodze minęliśmy sunset point i weszliśmy w plantacje. Zachwyciły nas.

munnar

munnar

Idziemy dalej. Idziemy i idziemy. W końcu dotarliśmy do wodospadu.

munnar

Pani z Informacji Turystycznej powiedziała nam, że spacer na wodospad i z powrotem to około 12 kilometrów. Pani policzyła tę odległość chyba w linii prostej zapominając o zakrętach na plantacjach. Czekała nas dłuuuuga droga powrotna, a powoli przychodził wieczór. Zmordowani złapaliśmy stopa. Raz dwa zatrzymał się samochód. Do Munnaru podwiózł nas pewien młody mechanik, z którym ucinaliśmy sobie potem pogawędki na ulicy każdego dnia.

Nasz drugi dom w Munnarze

Jak wiecie uwielbiamy indyjskie jedzenie. Jeszcze bardziej uwielbiamy odkrywać knajpki, które za grosze podają najlepsze w mieście jedzenie. W Munnarze naszym drugim domem stała się przydrożna, lokalna knajpka Annapurni. Codziennie jedliśmy tam najlepszą na świecie (jesteśmy tego pewni) masala dosę, która kosztowała jedyne 40 rupii (ok. 3 zł) , przepyszny czaj, niesamowitą różnorodność lokalnych przegryzek słodkich i słonych. Jedliśmy tam najprawdziwsze pączki polane lukrem (mniam!), ciastka jakby z ciasta francuskiego ze słodkim nadzieniem za jedyne 10 rupii (0,6 zł). Wymieniać można by długo, bo i dużo tam jedliśmy.

munnar

Skuterem na Top Station

Aleeee…… wróćmy do widoków. Wymyśliliśmy sobie, że wypożyczymy skuter by zwiedzić okolicę. Okazało się to nie takie proste, bo na cały Munnar jest chyba tylko 5 skuterów do wypożyczenia. Musieliśmy zabukować sobie skuter z wyprzedzeniem. Udało się. Wypożyczenie kosztowało 400 rupii. Skuter był nasz od 8 rano do 20. Ruszyliśmy w stronę Top Station, czyli najwyżej położonych plantacji w okolicy i też punktu widokowego.

Po drodze zobaczyliśmy Mattupetty, czyli jezioro i zaporę.

munnar

Nastepnie przejechaliśmy obok jeziora przy zaporze Kundala. I w końcu zaczęliśmy skuterem wspinać się na Top Station. Widoki były śliczne…

munnar

munnar

… ale powoli wjeżdżaliśmy w chmury…

munnar

… i widoki chowały się we mgle…

munnar

…aż w końcu dotarliśmy na sam szczyt. Widok był naprawdę wyjątkowy 😉

munnar

Ale Indusom mgła nie przeszkadzała by nadal świetnie się bawić. Potrafią znaleźć sobie inne atrakcje. Konie i inne prawdziwie męskie zabawy…

Po cyknięciu pamiątkowej fotki na szczycie, zjechaliśmy na dół. Po drodze mijaliśmy też sporo eukaliptusów. Dowiedzieliśmy się później w Muzeum Herbaty, że eukaliptusy zasiali tu również Brytyjczycy, by mieć czym palić w piecach w herbacianych fabrykach.

munnar

Muzeum Herbaty

I jeszcze chcieliśmy wspomnieć o owym Muzeum Herbaty. Warto do niego zawitać. Wstęp kosztuje 95 rupii. W Muzeum zobaczycie półgodzinny film dokumentalny opowiadający historię herbaty w Munnarze, różne historyczne rekwizyty i zdjęcia oraz proces przetwarzania herbaty. Najciekawsza obok filmu była prelekcja pracownika Muzeum, który tłumaczył jak powinno się parzyć herbatę, jak powinno korzystać się rano z toalety, jakie zalety ma herbata i jak Indusi je marnują pijąc herbatę z mlekiem i cukrem. Prelekcja była pełna emocji i bardzo dobrego marketingu. Jesteśmy pewni, że większość zwiedzających kupiła dużo herbaty w sklepiku. Na koniec za 5 rupii można było napić się herbatki, ale po tym jak widzieliśmy, że jest z torebek i zaparzana bynajmniej nie według zaleceń prelegenta, odpuściliśmy sobie.

munnar

Czy herbata czarna, zielona i biała pochodzą z tej samej rośliny ?

Co najważniejsze zrozumieliśmy różnicę między czarną, a zieloną herbatą. Obie pochodzą z tej samej rośliny tylko po zebraniu są inaczej przetwarzane. Białą herbatą, są najświeższe, jeszcze nierozwinięte liście. Mają jasnozielony kolor, stąd nazwa „biała herbata”.

I co jeszcze? Aha, no najważniejsza sprawa. Jak parzyć herbatę?

To już pewnie większość z Was wie, że zalewanie torebki z herbatą wrzątkiem i trzymanie torebki dopóki nie wypijemy herbaty nie jest tym właściwym sposobem. Jak tłumaczył nam prelegent, na kubek, wsypujemy łyżeczkę/ dwie herbaty. Zagotowujemy wodę (nie gotujemy przez 10 minut, tylko zagotowujemy albo właściwie doprowadzamy do wrzenia) i zalewamy herbatę. Przykrywamy przykrywką i zostawiamy do zaparzenia na 3-5 minut. Odcedzamy liście. I gotowe. Samo zdrowie !

Może na koniec jeszcze warto wspomnieć, że herbata obniża ciśnienie we krwi, obniża ryzyko zawału serca, wspomaga przemianę materii, niszczy bakterie w jamie ustnej i wiele innych. I co bardzo ważne, nie pijemy zielonej herbaty na pusty żołądek. Zawsze po jedzeniu.

Po napisaniu tego posta, zapytałam Mateusza jakbyś podsumował Munnar ? Powiedział : „Super cool”!!! Mmmhmm…. w sumie to trafił w sedno. Co tu dużo pisać, Munnar jest super cool. Nie pomińcie go jak będziecie w Indiach !

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0
  • Elżbieta Franckiewicz

    Genialnie! Uwielbiam ten kraj. Zazdroszczę (bo u nas marznę) i podziwiam:)