Na krawędzi, czyli podróż przełęczami Ladakhu

Od dawna marzyłam o Ladakhu. Nasłuchałam się historii o podróżach motorami przez wysoko położone przełęcze górskie. Naoglądałam się zdjęć z iście księżycowym krajobrazem przeplatanym kolorowymi strojami buddystów zamieszkujących te tereny. Nabrałam ochoty i smaku na herbatkę z masłem z mleka jaka i solą.

Ladakh
Ladakh nazywany jest Indyjskim Tybetem albo Małym Tybetem. Położony jest w zachodniej części Wyżyny Tybetańskiej. Oznacza krainę przełęczy. I rzeczywiście nią jest.

Stolica Ladakhu, Leh położona jest na wysokości 3 500 mnpm. Tak, na takiej wysokości człowiek odczuwa tzw. chorobę wysokościową. Nam dane było przekraczać przełęcze położone nawet 2 tysiące metrów wyżej.

Do Ladakhu prowadzą dwie drogi. Pierwsza to lot samolotem do Leh, a druga to droga lądowa z Kaszmiru lub z Manali w stanie Himachal Pradesh. My postanowiliśmy jechać z Kaszmiru.

Leh

Droga lądowa do Leh prowadzi albo ze Śrinagaru w Kaszmirze albo z Manali w Himachal Pradesh. Do Leh można też dolecieć samolotem. Innym dróg nie ma.

Nasz pobyt w Śrinagarze wydłużył się nieco ze względu na oczekiwanie na zagubiony bagaż Mateusza. Gdy bagaż w końcu odnalazł się, zapakowaliśmy manatki i gotowi byliśmy zostawić naszą nowa kaszmirską rodzinkę i wyruszyć ku celowi naszej podróży, czyli do bajkowego Ladakhu.

Początkowo planowaliśmy wynająć minibus wraz z innymi białasami. Taka podróż wydawała się bezpieczniejsza niż podróż lokalnym autobusem. Po przeprowadzeniu kilku rozmów z kierowcami, okazało się jednak inaczej. Minibusy i ich kierowcy po prostu jakoś nie wzbudzali naszego zaufania. Kierowcy byli bardzo młodzi i wydawali się jeździć na czas by przewieźć tą niebezpieczną trasą jak największą liczbę turystów.

Postawiliśmy więc na najzwyklejszy, najtańszy autobus lokalny. Ich kierowcy mieli ogromne doświadczenie na tej trasie i to nas przekonało.

Tak wyglądał nasz autobus, którym zamierzaliśmy przejechać przełęcz na wysokości 3 500 mnpm.

Ladakh

Nie ukrywam, że im bliżej było do wyjazdu, tym bardziej zaczynałam się denerwować. Ale ok. Jedziemy. Jedziemy. Lokalny autobus odjeżdża codziennie o 7 rano. Pakujemy plecaki i ruszamy jutro rano. Taki był plan.

Spakowaliśmy się, wyprawiliśmy urodzinowy obiad z naszymi gospodarzami. Mateusz miał akurat tego dnia urodziny. Był to 1 września 2014 roku.

urodziny

Położyliśmy się spać na łodzi , na której mieszkaliśmy od ponad tygodnia w Śrinagarze. Tej nocy byliśmy świadkami najpotężniejszej ulewy w całym naszym życiu. Lało tak mocno, że baliśmy się, że nasza łódź zatonie. Nie pamiętam piorunów, grzmotów. Pamiętam tylko ulewny deszcz.

Śrinagar

Rano zaświeciło słońce. Jak gdyby nigdy nic. Przełożylismy podróż w góry na nastepny dzień. Stwierdzilismy, że po takiej ulewie drogi w górach moga być nieprzejezdne. Zaczekaliśmy dobę. Nie ukrywam, że wizja przejazdu przez przełęcze wywoływała u mnie niemałą gęsią skórkę.

Noc minęła spokojnie. Pogoda była nienajgorsza. Niebo było zachmurzone, było mokro ale na razie nie padało.

Ruszamy!

Ladakh

Na pokładzie tego wehikułu znalazła się ciekawa ekipa. Oprócz nas jeszcze trójka Polaków : zapalony podróżnik wraz ze swoją mama, którą postanowił zabrać w jej pierwszą w życiu podróż do Azji od razu do Ladkhu oraz Kasia z Krakowa, odważna dziewczyna która wybierała się na samotny treking; dwie Czeszki oraz piątka szalonych Rosjan: od Krisznowców , przez muzyków po wielbicieli LSD.

Wyruszyliśmy.

Po kilku godzinach jazdy i przejechaniu ok. 100 kilometrów powoli wtaczaliśmy się na pierwszą przełęcz. Groźnie brzmiąca Zoji La Pass nie przepuściła nas obojętnie. Przełęcz znajduje się na wysokości 3 500 mnpm i ciągnie się przez ok. 8 km długości.

Oczywiście był to nasz pierwszy raz w życiu na takiej wysokości. I co ? Po deszczu obsunął sie kawałek drogi. Trzeba czekać. Naprawiają to.

Spoko! Luz!

Zoji La

Wysokość 3500 m. Pod nami tylko przepaść. Jesteśmy w chmurach, pada deszcz. Nic nie widać. Na pewno zaraz naprawią drogę i ruszamy dalej. To nic takiego.

Aaaaaaaaaaaaaaa. Świadomość tej wysokości zmiękczała nieco moje i tak już miękkie kolana. Ale ciiiiii. Odkryłam niedawno , że mam lekki lęk wysokości. Nie wiem, czy znacie to uczucie, gdy patrzycie w dół i nagle czujecie mrówki na waszym ciele. Tak, o tym uczuciu mówię. Tak się czułam.

Na przełęczy spędziliśmy ok. 2 godzin. Drogę naprawiono jedziemy dalej. Odległość ze Śrinagaru do Leh liczy ok. 415 km. Przejechanie jej zajmuje ok. 2 dni. Na pierwszy nocleg zatrzymaliśmy w niezbyt ciekawym miasteczku Kargil. Czyli jednego dnia przejechaliśmy ok. 200 km. Całkiem niezły wynik !

Zatrzymaliśmy się całą naszą wesołą gromadką w jednym .. hmmmmm…. w jednym pomieszczeniu.

Kargil

Rano, o świcie ruszyliśmy dalej.

Pogoda nadal nie była przyjemna. Padał deszcz, nad głowami wisiały chmury. Widoki były nieciekawe. Właściwie to w ogóle ich nie było. Wszystko spowijała mgła, było zimno.

Coś złego wisiało w powietrzu….

Ruszaliśmy jednak dalej.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0