Pierwszy raz w Indiach ? Na pewno będzie ciekawie.

Indie hojnie powitały Mateusza zagubieniem jego bagażu. I to nie byle jakiego bagażu, bo wybieraliśmy się w nie byle jaką podróż. Nie zmierzaliśmy w stronę rajskich plaż Goa, gdzie najważniejszym wyposażeniem są klapeczki i hamak, tylko ruszaliśmy w stronę Himalajów.

Leh

A jakże! Naszym celem był Ladakh, kraina przełęczy położona powyżej 3 500 m.n.p.m. Tak, tak. Na takiej wysokości zaczyna się choroba wysokościowa, jest dość zimno i klapki nie wystarczają. Jednak jak przystało na dobrze przygotowanych turystów, przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w buty do trekkingu, ciepłe skarpetki, rękawiczki i śpiwór. No i to wszystko zapakowaliśmy w swoje 70 litrowe plecaki.

Do Ladakhu przez Kaszmir

Jako, że jak wiecie Indie to kraj sporych rozmiarów, a my na całą podróż przeznaliczyliśmy jedynie 6 tygodni, to jeszcze z Polski wykupiliśmy bilet lotniczy z Mumbaju do Śrinagaru w Kaszmirze, skąd mieliśmy rozpocząć naszą podróż do Ladakhu. Samolot do Kaszmiru mieliśmy wykupiony na drugi dzień pobytu w Indiach.  Taki plan miał zaoszczędzić nam ok. 3 dni podróży droga lądową, a tym samy wydłużyć pobyt w Ladakhu. 

mapa

 

Welcome to India

I ok. Podnieceni, super szczęśliwi wyglądowaliśmy w Mumbaju. Indie powitały nas kilometrami kolorowych dywanów na podłogach lotniska i oryginalnymi instalacjami na ścianach.

Mumbai

Idziemy po odbiór bagażu. Mój plecak pojawia się dość szybko. Czekamy na plecak Mateusza. Czekamy. Czekamy… Czekamy….. Wątpimy czy mamy czekać dalej….. zwątpiliśmy. Nie ma plecaka z ciepłymi skarpetami.

Dobre powitanie w Indiach. Chyba nie wspominałam jeszcze, że to był pierwszy raz Mateusza w Indiach.

Zgłoszenie zagubienia bagażu na lotnisku

I co tu robić ? Bagażu nie ma, trzeba to zgłosić. Wypełniliśmy odpowiedni formularz, zostawiliśmy nasze dane kontaktowe i pozytywnie nastawieni, że bagaż jeszcze tego samego dnia zostanie dowieziony do naszego “hotelu” o wdzięcznej nazwie Armia Zbawienia, pojechaliśmy do … Armii Zbawienia.

Lżejsi o jeden bagaż rozpoczęliśmy swoją indyjską podróż.

Doba w szalonym Mumbaju

Mumbai

Mumbaj jest drogim miastem. Nie liczcie na fajny hostel w cene 10 euro. Wiekszość bagpakersów spotyka się we wspomnianym  Salvation Army, który fakt ma idealną lokalizację, na Colabie tuż za najdroższym w mieście hotelem Taj (tym, który w 2008  stał się celem krwawych zamachów) , ale warunki w nim są po prostu słabe, chociaż pokoje typu dormitory są czyste. Toalety.. Toalety są.

Mieliśmy dzień na Mumbaj. Z nowo poznanymi sąsiadami poszliśmy na spacer. I juś za rogiem pierwsza przygoda. Zaczepiła nas grupa studentów pytając czy możemy odpowiedzieć im na kilka pytań przed kamerą do ich projektu na studia dziennikarskie. Oczywiście 🙂 Zadawajcie pytania.

Mumbai

Co sądzicie o czystości w Indiach ?

ZONK.

Ja: w myślach przed oczami pojawił mi się obraz z pociągu kiedy Indusi wszystkie śmieci wyrzucają za okno. Gdy spotykam w Indiach jakiś śmietnik robię mu zdjęcie, bo jest dla mnie większym zaskoczeniem, niż niejedna świątynia. – „W Indiach brakuje koszy na śmieci’ – odpowiedziałam.

Porozmawialiśmy chwilkę z chłopakami, nagrali z nami krótki wywiad i poszliśmy dalej w stronę Chowpatty Beach, czyli plaży miejskiej, gdzie chyba nigdy nie jest pusto. Tym razem dane nam było zobaczyć wielkiego nietoperza, który przeleciał nad naszymi głowami. Temu miasto poświęcimy więcej uwagi następnym razem. Chcemy przede wszystkim zgłębić tajne ścieżki jego street foodu.

Mumbai

Coś nie tak? Don`t worry, be happy

Tak naprawdę czekaliśmy cały czas na jakieś wieści od linii lotniczych w sprawie naszego bagażu. Telefon milczał. Nie pozostało nam nic innego jak coś zjeść, na odstresowanie. To zawsze dobrze działa 🙂 I tym razem pomogło. Aloo parantha i vada pav na przekąski popite mango lassi poprawiły nasze nastroje.

Mumbai

Aha, mieliśmy jeszcze jedną zagwozdkę do rozwiązania. Na lotnisku kupiłam indyjską kartę sim do telefonu. Polski numer wyłączam jak jestem w Indiach by po powrocie nie dostać koszmarnego rachunku. Pamiętajcie, by wyłączać skrzynke pocztową, bo za nagrane wiadomości płacicie jak za połączenia. Moja nowa indyjska karta miała zacząć działać po dwóch godzinach od aktywacji. Dwie godziny minęły. Minęło nawet 6 godzin. Dzwonię do Pana od rozwiązywania problemów. Pan informuje mnie ze spokojem, że karta niedługo zadziała. I to „niedługo” trwało ok. tygodnia, kiedy w końcu Pan od rozwiązywania problemów, na moje setne zapytanie kiedy karta zadziała, odpowiedział mi: “Dont worry. Be happy” (ang. Nie martw się. Bądź szczęśliwa).

Mhmmmm. Dobra rada, pomyślałam i stwierdziłam, że w sumie ta karta nie jest mi niezbędna. O tamtej pory podróżowałam bez telefonu przez 6 tygodni i wiecie co ? Było wspaniale ! W sumie, to jestem wdzięczna Panu od rozwiązywana problemów. Dzięki niemu przez całą podróż czułam, że uwolniłam się od “Tamtych spraw”, które teraz nie są wcale istotne. Teraz jest czas na “te sprawy”.

Lecieć dalej, czy czekać na bagaż ? Oto jest pytanie

Ok, ale bagażu nadal nie było. I w tym przypadku “Don`t worry. Be happy” już tak dobrze nie działało. Lot do Kaszmiru mieliśmy wykupiony na następny poranek. Powiadomiliśmy o tym linie lotnicze, a one obiecały dostarczyć nam bagaż do Kaszmiru. Nie pozostało nam nic innego, jak wsiąść w samolot i mieć nadzieję, że zagubiony wśród lotnisk całego świata nasz bagaż z ciepłymi skarpetkami dotrze za nami do Kaszmiru.

Mumbai

No to fru! Welcome to India my friend 🙂

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0