Rajska Varkala z czosnkiem w dłoni

Przed Świętami Bożego Narodzenie mieliśmy nie lada zagwozdkę gdzie spędzić okres między świętami, a Nowym Rokiem. I to nie dlatego, że zależało nam na miejscu pełnym choinek obwieszonych bombkami czy najpiękniejszych fajerwerków. Baliśmy się cen zakwaterowania, które w tym okresie idą w górę kilkukrotnie. Początkowo planowaliśmy wybrać się do pięknego Munnaru, znanego z plantacji herbaty, jednak przestraszyły nas plotki o cenach w tym czasie – cenach dużo dla nas za wysokich. Postanowiliśmy więc pojechać na kolejny wolontariat.

Jak za darmo spędzić dwa tygodnie w luksusowym ośrodku ajurwedyjskim?

I tak oto trafiliśmy do Oceano`s Ayurveda Center w Varkali na południu Kerali, gdzie w zamian za, w skrócie mówiąc, obieranie czosnku i cebuli zamieszkaliśmy w luksusowym pokoju z widokiem na morze.

A do tego trzy razy dziennie objadaliśmy się znakomitym jedzeniem, wzięliśmy udział w uczcie świątecznej oraz balu noworocznym. Ahaaa, jeszcze mieliśmy darmowy masaż ajurwedyjski. I wszystko to zupełnie za darmo!

Jak to zrobiliśmy? Drugi raz skorzystaliśmy z Workaway, czyli platformy dla wolontariuszy. We wcześniejszym poście na temat naszego wolontariatu na Goa opisaliśmy dokładnie, krok po kroku „Jak zostać wolontariuszem”. Zajrzyjcie do niego, jeśli interesuje Was ten temat.

Oceano zainteresowało nas ze względu na ajurwedę. Podróżując po Kerali chcieliśmy dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat. W końcu to właśnie z Kerali w Indiach pochodzi ajurweda, czyli nauka o zdrowym życiu. Napisaliśmy mejla przez workaway, a po kilku dniach Maria – menedżerka Oceano, zaprosiła nas do ośrodka. Do Oceano przyjechaliśmy 22 grudnia. Jakie było nasze pierwsze wrażenie ?

Ciepły prysznic i białe prześcieradła

Wooooooooooooooooow. Oceano położone jest na klifie z widokiem na morze. Budynki pomalowane są w niesamowitym keralskim stylu, ogród pełen jest przeróżnych roślin, no i ten nasz pokój ! Zamieszkaliśmy w pokoju dla gości z super białymi prześcieradłami, ręcznikami oraz uwaga … ciepłym prysznicem! To był nasz pierwszy ciepły prysznic od dwóch miesięcy. Zawsze mieszkamy w tanich pokojach, które takiego luksusu nie mają. No chyba, że akurat nagrzała się od słońca woda w zbiorniku, który stoi na dachu. Wtedy jest szansa na ciepły prysznic, jakoś popołudniu 😉

Wróćmy do naszych czystych prześcieradeł w Oceano. Aż nam było głupio, że wszystko pobrudzimy. Po chwili od przyjazdu obsługa zaprosiła nas na posiłek. Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuu…. Krem pomidorowy i przepyszne keralskie danie wegetariańskie podane na bielusieńkim talerzu ze…. sztućcami ! Byliśmy w szoku. Po obiedzie obeszliśmy ośrodek. Robił bardzo dobre wrażenie. Położyliśmy się spać w naszym najpiękniejszym na ziemi pokoju i ciekawi byliśmy co nam przyniesie następny dzień.

Ajurweda od kuchni

DSC06183

Ruszyliśmy do pracy. Jako , że był to czas świąteczno-noworoczny najbardziej potrzebowano naszej pomocy w kuchni. A nam to jak najbardziej pasowało. Pomaganie w kuchni przez pięć godzin dziennie– oto nasze zadanie na najbliższe dwa tygodnie, tyle postanowiliśmy zostać w Oceano.

Od razu polubiliśmy się z chłopakami z kuchni. To z nimi spędziliśmy dwa tygodnie wolontariatu i zdążyliśmy się szczerze zaprzyjaźnić. Chcemy po krótce ich przedstawić.

Ram

DSC06460

Ram- szef kuchni. Ram (45 lat) jest Nepalczykiem, ma żonę i piątkę dzieci. Mieszkają w Katmandu. Podczas zeszłorocznego trzęsienia ziemi zawalił się jego dom, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Ram zimą pracuje w Kerali, potem odpoczywa dwa miesiące w domu z rodziną i jedzie na trzy miesiące do pracy do Leh w Ladakhu. Potem znowu miesiąc w domu i wraca do Kerali. I tak w kółko. Tęskni za rodziną, ale tutaj w Indiach zarobi lepiej niż w Nepalu. Ram jest przesympatyczny. Ma w sobie dużo spokoju i opanowania. Potrafi przyrządzać trzy dania na raz gdy wokół dzieje się prawdziwy sajgon. Jest rewelacyjnym kucharzem i bardzo dobrym, skromnym człowiekiem.

Szerma

DSC06447

Szerma jest pomocnikiem Rama. Również pochodzi z Nepalu. Ma 27 lat i jego żona spodziewa się dziecka. Jest cichy, za dużo nie mówi. Ale zawsze zażartuje, pomimo słabej znajomości języka angielskiego.

Rai

DSC05957

Malutki Dapen Rai Hulan pochodzi z Darjeeling. Ma półtora metra wzrostu, 27 lat, maleńką stopę i 5 rozmiarów za duże sandały . Rai jest drugim kucharzem. Też nie mówi zbyt dużo, skupia się na swoich zadaniach, których w burzliwym momencie wykonuje kilka na raz. Od razu się z nim polubiliśmy.

Lakpa

DSC06453

Lakpa Rinzing Sherpa. Lakpa powinien być głównym bohaterem tej całej opowieści. Jest jedną z tych osób, które rozweselają wszystkich wokół. Jest zawsze wesoły i ma niespożytą energię pomimo drobnego ciała. Lakpa ma 24 lata i pochodzi z Sikkimu z rodziny szerpów, czyli tragarzy dla himalaistów. Lakpa wybrał jednak inną drogę. Jest kelnerem. I jest świetnym kelnerem. Zawsze uprzejmy dla gości, robi wszystko w super szybkim tempie. Ok, trochę narzeka ale wcale mu się nie dziwimy, bo pracuje praktycznie non-stop. Zresztą tak jak i cała ekipa w kuchni.

Arun

DSC06457

Arun jest drugim kelnerem. Zajmuje się też rachunkami. Jest bardzo spokojny i pracowity. Urodził się w Anglii, ale mieszka w Indiach, 90 km od Varkali. Jego żona spodziewa się dziecka

To uczucie gdy masz już dosyć obierania czosnku i cebuli…

DSC06448

Pracowników w Oceano jest dużo więcej, ale chcieliśmy przybliżyć Wam najbliższe nam osoby z którymi spędziliśmy te dwa tygodnie. Ram i reszta chłopaków z chęcią pokazywali nam jak przyrządzają przepyszne dania. Pomagaliśmy im robić ciapati, chutney oraz inne przysmaki. Naszym głównym zadaniem było przygotowywanie soku owocowego i sałatki owocowej na śniadania. A z czasem Mateusz został specjalistą od omletów. Naszym głównym i niezastąpionym zadaniem było jednak obieranie czosnku i cebuli. Robiliśmy to kilka godzin dziennie. A nie wiem czy wiecie, ale czosnek w Indiach jest maluteńki i obieranie go jest mocno upierdliwe. Aha i jest jeszcze taka mała cebulka, taka szalotka. Dodaje się ją np. do sambaru. Obieranie jej jest naprawdę $%^&*()*&^% …. mało fajne. Ale pomimo podziurawionych, czarnych, śmierdzących cebulą i czosnkiem paluchów i tak robiliśmy to z przyjemnością. Spędzanie czasu w kuchni sprawiało nam frajdę.

DSC06174

Bardzo polubiliśmy chłopaków i z żalem ich opuszczaliśmy. Ale cóż, tak to jest w podróży. Poznajemy nowych ludzi i wiemy, że przyjdzie taki czas by powiedzieć „bye bye” albo weselej „see you later”. Dobra, dobra. Bez sentymentalności.

Varkala, najpiękniejsza plaża w Indiach

Nie spędzaliśmy całego dnia w kuchni, chociaż była to nasza główna aktywność. Varkala jest miejscem mocno turystycznym. Położona jest na przepięknym klifie schodzącym na plażę i jest to największa atrakcja tego miejsca. Naprawdę piękny krajobraz. Jak do tej pory jest to z pewnością najpiękniejsza plaża na jakiej byliśmy. I nie ma nawet co porównywać Varkali z Goa. Varkala jest dużo piękniejsza. Zobaczcie jakie tu są widoczki.

 

Come to see my shop. Yes, yes, maybe tomorrow!

DSC05910

Pomimo swego naturalnego piękna, Varkala wydała nam się jednak nieco….nudnawym miejscem. Wzdłuż klifu ciągnie się cała masa kaszmirskich sklepów, których sprzedawcy nawołują każdego przechodzącego turystę ogólnokrajowym hasłem marketingowym „come to see my shop”. Po dwóch spacerach, ma się tego serdecznie dosyć. No chyba, że chcecie robić zakupy. My nie chcieliśmy, ale zawsze kulturalnie odpowiadaliśmy „maybe tomorrow” i szliśmy dalej.

Znowu na skuterze

DSC06006

Wedle zasad Workaway mieliśmy jeden dzień wolny w tygodniu. Tego dnia wypożyczyliśmy sobie skuter i zwiedziliśmy okolicę. Skuter na dobę kosztował w tym okresie 300/350 rupii. Jeszcze nam się poszczęściło bo jakiś zakręcony turysta zostawił pół baku paliwa, więc postawił nam darmową wycieczkę. Skutery palą niewiele. Nie zalewajcie niepotrzebnie całego baku jeśli planujecie przejechać 30 km. Niedaleko, na północ od Varkali znajdują się niewielkie backwaters. Jednak nie są tak widowiskowe jak w Allapuzie czy obok Kochinu. Okolica Varkali jakoś nie powaliła nas na kolana, ale zdajemy sobie sprawę, że przez ostatnie dwa tygodnie widzieliśmy dużo przepięknych miejsc, także nie oczekiwaliśmy nie wiadomo czego. Po prostu wybraliśmy się na wycieczkę, która zakończyła się rewelacyjnym pomysłem na ten gorący dzień. Nabraliśmy ochoty na zimne piwo! I tu pomyślicie pewnie, że nic w tym specjalnego. Ale nie w Indiach i nie w Kerali. Tutaj wszystko musi byś bardziej skomplikowane.

Prawdziwe znaczenie „monopolowego”

Alkohol w Indiach prawie wszędzie jest dostępny. Jednak zawsze jest z nim jakiś problem. Z tego co wiem w Gudziaracie alkohol jest zabroniony. Są w Indiach „święte miasta” takie jak Benares, Hampi czy Riszikesz, w których alkoholu nigdzie nie znajdziecie. A w Kerali sprzedają go państwowe sklepy „monopolowe”. Wyglądają mocno obskurnie i zawsze jest przed nimi wielka kolejka mężczyzn. Samych mężczyzn oczywiście. Widok kobiety w takiej kolejce jest bardzo rzadki. Sklep znajduje się za kratami i wejście jest zasłonięte blachami. Licencję na sprzedaż alkoholu mają też niektóre restauracje i bary. Piwo 650 ml w sklepie kosztuje 5 zł i więcej. Jest więc droższe niż w Polsce. Tani alkohol znajdziecie między innymi na Goa oraz w Pondicherry. Te miejsca zwolnione są z podatku na alkohol.

DSC05877

Podjechaliśmy skuterem pod taki monopolowy i stanęliśmy w kolejce. Oczywiście od razu jeden mężczyzna zwęszył biznes i chciał nam na szybko kupić piwo z drobną dopłatą. Podziękowaliśmy i czekaliśmy na naszą kolej. No nie powiem. Nie było to jakieś przyjemne doświadczenie. Ale udało się. Kupiliśmy piwo. Niestety ciepłe. Sklep nie miał lodówki. No ale ok. Niech tak będzie. I tak smakowało dobrze. Wiadomo, w końcu to „zdobyte” piwo, a nie takie po prostu z półki w sklepie.

DSC06081

Spektakularne zachody słońca w Varkali

I co jeszcze można powiedzieć o Varkali… No właśnie nie za wiele. Jest rewelacyjnym miejscem na leniwy urlop w przepięknym miejscu. A zachody słońca warte są jednej kartki w kalendarzu National Geographic.

DSC06505

A my taki pobyt mieliśmy całkowicie za darmo. I to na sylwestra! Dlatego naprawdę warto jest brać udział w wolontariatach podczas podróżowania. Szczególnie podczas dłuższego pobytu w danym kraju. Na pewno dobrym pomysłem jest też wolontariat na początku podróży. Jest to czas kiedy na spokojnie można zaznajomić się z nową kulturą, z ludźmi i z takimi prozaicznymi sprawami jak ceny podstawowych produktów. A do tego, co najważniejsze w szybkim tempie wchodzi się do środka pewnej małej społeczności, do której w inny sposób trudno byłoby dotrzeć. Obserwacja takiej grupy jest bardzo ciekawa. Na jakiś czas stajemy się częścią tej grupy. Jeśli jest nam dobrze, możemy zostać na dłużej. A jeśli coś nam nie odpowiada nic nie stoi na przeszkodzie by grzecznie pożegnać się i ruszyć dalej. Przecież w końcu nic nas to nie kosztuje.

Na koniec podzielimy się jeszcze z Wami naszą refleksją po pobycie w Varkali. Refleksję ową opisuje poniższe zdjęcie. W Indiach jest dużo biedy, ale też dużo jest przepychu. I to widać na tym zdjęciu. Droga, którą codziennie szliśmy do Oceano dzieli skromne domy lokalnych mieszkańców oraz luksusowe resorty, do których przyjeżdżają bogaci Europejczycy, by spędzić dwa tygodnie na ajurwedyjskich zabiegach, leniwym odpoczynku i objadaniem się przepysznym jedzeniem. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Tylko po prostu trochę to razi, gdy widzi się taki kontrast tuż przez ścianę. Takie są Indie. Pełne kontrastów.

 

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0