Spotkania przy herbacie z mieszkańcami Gór Nilgiri

W Góry Nilgiri przyjechaliśmy w poszukiwaniu pięknych widoków oraz lokalnej atmosfery. Zatrzymaliśmy się w Kotagiri. Miasteczko znajduje się w stanie Tamilnadu. Położone jest na wysokości 1760 mnpm, co oznacza, że panuje tu chłodny klimat, w którym świetnie sprawdza się uprawa herbaty. Góry Nilgiri to inaczej Góry Błękitne. Nazwa pochodzi od niezwykłego zjawiska. Pewna bardzo rzadka roślina (strobilanthes kunthianus) rozkwita tu na błękitny kolor co… uwaga… 12 lat! Ostatni raz przytrafiło się to niedawno, w październiku 2018 roku. Także na następny taki widok trzeba poczekać kolejne 12 lat.

góry nilgiri tamilnadu

Trzy lata temu odwiedziliśmy Munnar i wiemy, że herbaciane plantacje tworzą niezwykle malownicze krajobrazy. Wybraliśmy też Kotagiri zamiast bardziej popularnego Ooty, bo jest mniejsze. A mniejsza mieścina oznacza większy spokój i lepszy kontakt z lokalnymi mieszkańcami, którzy nie są jeszcze zmęczeni turystami. Obiło nam się też o uszy, że okolice te zamieszkują różne grupy etniczne. Acha i ja jeszcze miałam nadzieję, że podobnie jak w Munnarze znajdę tu pyszną lokalną czekoladę. Tyle wiedzieliśmy o Kotagiri. Gdy dotarliśmy do celu to miasteczko przywitało nas chmurami, a mieszkańcy skąpymi uśmiechami. Mieliśmy też początkowy problem z zakwaterowaniem. Jednak stopniowo chmury rozchodziły się, uśmiechy mieszkańców robiły się coraz większe i Kotagiri odsłaniało przed nami kolejne swoje uroki i tajemnice.

Pierwsze zaproszenie na herbatę

plantacje herbaty kotagiri

Już pierwszego dnia zaraz po przyjeździe wybraliśmy się na spacer po okolicy. Skierowaliśmy się na plantacje herbaty. Swoim połamanym tamilskim próbowałam rozmawiać z kobietami
zbierającymi najświeższe liście herbaty. Skąd u mnie ten połamany język tamilski, zapytacie pewnie. Przytrafiło mi się w życiu studiować indologię i uczyć się właśnie języka tamilskiego. Lata jednak minęły i wszystko zapomniałam, ale wystarczy znajomość kilku słów by zaskarbić sobie serca lokalnych mieszkańców i wywołać uśmiechy na ich twarzach.

zaproszenie na herbatkę

I tak od słowa do słowa, jedna przemiła Pani pracująca na plantacji zaprosiła nas do siebie do domu na herbatkę. Od tak, po prostu. Oczywiście skorzystaliśmy z zaproszenia. Dom znajdował
się 300 metrów dalej. Nasza obecność wywołała nie lada poruszenie. Po chwili wokół nas znalazło się około 30 osób.

badagas kotagiri

Głównie kobiety z dziećmi. Poczęstowano nas lokalnym specjałem, czyli super słodką czarną herbatą oraz ciasteczkami. Jedna z dziewczyn mówiła naprawdę dobrze po angielsku także mogliśmy podpytać o codziennie życie. Dowiedzieliśmy się, ze trafiliśmy akurat na coroczny festiwal tej lokalnej społeczności, czyli Badagów. Następnego dnia obchody święta odbędą się właśnie w Kotagiri. Dziewczyna wskazała nam miejsce i powiedziała żebyśmy wypatrywali ludzi ubranych na biało. Zanotowaliśmy te informacje w pamięci. Skusiło nas jeszcze to, że na festiwalu ma być poczęstunek dla wszystkich ;p

Pogadane, pouśmiechane, herbatka wypita. Pożegnaliśmy się serdecznie i ostrzeżeni, że po zachodzie słońca robi się bardzo zimno ruszyliśmy do pokoju szczęśliwi z kontaktu z lokalsami już pierwszego dnia.

społeczność bagadas w górach nilgiri

Chmury, które zasłoniły nam widoki, ale odsłoniły ludzi

Następnego dnia po śniadaniu wybraliśmy się w stronę wodospadów Catherine Falls. Niestety pogoda nie dopisała nam. Cała okolica znajdowała się w chmurach. Z punktu widokowego nie było nic widać. Mateusz wypatrzył ludzi pracujących przy herbatach. Zawołał mnie żebym zastosowała swoje „lingwistyczno-komediowe” umiejętności komunikacji międzykulturowej.

spotkanie międzykultorowe w nilgiri

I tak rozpoczęła się nasza przygoda z mieszkańcami Gór Błękitnych.

nilgiri tamilnadu

Jeśli otworzysz się na drugiego człowieka, to on też szybko otworzy się na Ciebie. Moim złotym sposobem jest uśmiech. To klucz do wszystkiego. Zazwyczaj działa. Oczywiście najlepiej jeśli
możesz porozmawiać z drugą osobą. Niestety często na drodze staje bariera językowa. Wtedy fajne jeśli z rękawa wyciągniesz jakieś inne magiczne sztuczki. Można porozmawiać sobie na migi, można niezobowiązująco popatrzeć się na siebie, albo czymś się podzielić, co często owocuje wymianą. Ja akurat w kieszeni miałam krem. Widziałam, że jedna z kobiet miała bardzo suchą skórę na dłoniach. Zaczęłam smarować jej ręce kremem. To od razu nas zbliżyło. Potem posmarowałem ręce drugiej, potem trzeciej kobiecie. To wywołało kolejne uśmiechy i zaproszenie na herbatę, którą akurat przyrządzano na ogniu. Wypiliśmy super słodki lokalny specjał i daliśmy jeszcze babeczkom czekoladę. No i uśmiechom i pożegnaniom nie było końca. Tak to działa. Uśmiech za uśmiech. Czekolada za herbatę. Miłe wspomnienie za bliski kontakt z tak odległym wydawałoby się światem.

Herbaciany wyzysk

Dzięki temu, że podróżował z nami nasz indyjski przyjaciel Sandeep, mogliśmy porozmawiać z ludźmi pracującymi na plantacjach. Dowiedzieliśmy się, że osoby zbierające ręcznie herbatę
pracują od godziny 9 do godziny 17:30. W tym czasie zbierają ok. 12 kilogramów liści, jeśli zbierają drobne liście. Jeśli zbierają duże liście, to jednego dnia potrafią zebrać ich aż 30-40 kg.

dzienny zbiór herbaty

Pracują głównie kobiety. Praca jest oczywiście cały czas na stojąco i często w chłodzie lub w deszczu. Aby nie marznąć i nie moknąć kobiety owijają się w plastikowe wodoodporne worki. Nikt nie daje im ubrań pracowniczych. Niestety pracodawca nie daje im też ani jedzenia ani picia w czasie pracy. Muszą przywieźć własne zaopatrzenie na cały dzień.

plantacje herbaty w kotagiri

No i teraz nasuwa Wam się pewnie pytanie ile te kobiety zarabiają za taką pracę. Chcecie wiedzieć ? To usiądźcie. Zależnie od tego ile kilogramów zbiorą to dzienna stawka wynosi ok. 200-250 rupii indyjskich. W przeliczeniu na złotówki ok. 10-12 złotych. Nie, nie kochani. Nie za godzinę. Za cały dzień. Taka jest smutna prawda tego wszystkiego. To bardzo mało, nawet jak na indyjskie niskie ceny. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że jeszcze rok temu stawka ta była jeszcze niższa.

Gościnność w Górach Nilgiri

Na plantacjach widać mało młodych osób, Zazwyczaj są to starsi ludzie. Młodzi zdobywają wykształcenie i wyjeżdżają za pieniądzem z Gór Błękitnych. W czasie naszego kilkudniowego pobytu w Kotagiri kilka razy mieliśmy okazję rozmawiać z pracownikami na plantacjach. Zawsze, ale to zawsze spotykaliśmy się z serdecznymi uśmiechami, z miłymi rozmowami i z zaproszeniami do domu na obiad i herbatę. I powiem Wam, że oni naprawdę robią to bezinteresownie. Gościnność sprawia im po prostu przyjemność.

na plantacji herbaty w nilgiri

Rodzina Państwa „S”.

Przedstawię Wam teraz pewnego miłego Pana. Na imię ma Sudewan. Jego żona nazywa się Sulodziena. Ma dwóch synów : Sudagara i Surendrana oraz jedną córkę Sudziatę. Także jak zauważyliście pewnie jest to rodzinka Państwa S.

rodzinna która zaprosiła nas na obiad

Sudewana poznaliśmy na plantacji. Tego dnia wypłacał pracownikom pensje. Miły starszy Pan. Zaprosił nas do siebie do domu. Zrobił to z takim uśmiechem, że trudno byłoby odmówić. Widzieliśmy, że nasze odwiedziny sprawią mu dużo przyjemności i wzajemnie. Domek był skromny, ale wystarczający. Czysty i przytulny. Uśmiechnięta żona również była ucieszona z naszych odwiedzin. Od razu zabrała się za gotowanie. Obiad był pyszny i duży. Nie żałowano nam niczego. W międzyczasie Sudewan wypytywał o zwyczaje w naszym kraju i o nas samych. Był bardzo zdziwiony tym, że nie jesteśmy małżeństwem, że nie mamy dzieci, a gdy dowiedział się że ja jestem starsza od Mateusza, to o mało się nie przewrócił. Społeczeństwo indyjskie, szczególnie w mniejszych miejscowościach wciąż jest bardzo tradycyjne. Małżeństwa są aranżowane. Młodzi pobierają się i szybko po ślubie pojawia się dziecko. Życie kobiety z mężczyzną bez ślubu jest tu niemożliwe. NIEMOŻLIWE! Jednak tak, jak oni nie krytykują nas, to i my nie krytykujmy ich. Jestem pod ogromnym wrażeniem faktu, że ten starszy Pan mieszkający głęboko w tamilskich górach zaprosił do domu – takich dwóch dziwaków z dziwnymi włosami jak my. Nakarmił nas do syta, poklepał po plecach i powiedział, że zawsze jesteśmy tu mile widziani, że jak wrócimy następnym razem to mamy spać u niego w domu, a nie w hotelu no i dodał jeszcze na koniec , że mamy wrócić z … bobasem.

Ach, aż brak mi słów na to spotkanie. Ta gościnność, szczera ciekawość, serdeczność i ich hojność. Na odchodne Sudewan dał nam jeszcze cały worek suszonej herbaty. Następnego dnia
wróciliśmy do nich z owocami w prezencie. Chcieliśmy sprawić im jeszcze trochę przyjemności. Jeśli Wy też już jesteście pod wrażeniem gościnności tych ludzi, to powiem Wam, że to dopiero początek historii.

Etti Amman – szczęśliwe spotkania siedmiu siostrzyczek – festiwal Badagów

etti amman festiwal badagów w kotagiri

Pamiętacie, jedna dziewczyna co mówiła dobrze po angielsku wspomniała nam o lokalnym festiwalu społeczności Badagów. Góry Nilgiri zamieszkuje kilka grup etnicznych: Badaga, Toda, Kotta, Kurumba i jeszcze dwie inne których nazw nie jestem pewna. Badagowie tradycyjnie zajmują się rolnictwem. Mają wysoki status społeczny i ekonomiczny w regionie. Pracują też na plantacjach herbaty, ale coraz częściej emigrują szukając innego sposobu na życie. Mają własny język oraz tradycyjne stroje i święta. Mieliście to szczęście, że przyjechaliśmy do Kotagiri akurat na obchody lokalnego święta Etti Amman na cześć Siedmiu Sióstr.

etti amman festiwal bagadów

To co przekażę Wam poniżej to wiedza na temat lokalnego festiwalu, którą zdobyliśmy podczas kilkudniowego pobytu w górach Błękitnych w Tamilnadu. Nie wiem co piszą na ten temat encyklopedie i badania antropologiczne. Jest to przekaz ustny od ludzi, których spotkaliśmy.

Po południu ruszyliśmy w stronę wskazanego nam miejsca festiwalu. Mieliśmy wypatrywać ludzi ubranych na biało. Są. Jeden, pięciu, dwudziestu. Poszliśmy za nimi. Szli boso. To i my zdjęliśmy buty. Weszliśmy w tłum idący w jednym kierunku. Znaleźliśmy się na zboczu, na dole naszym oczom ukazał się niesamowity widok.Tysiące ubranych na biało osób ciągnących niczym mrówki w stronę świątyni. Nie spodziewaliśmy się takiej ilości ludzi. Kierując się w stronę centrum wydarzeń wypytywaliśmy o znaczenie festiwalu.

etti amman festiwal badagów

Etti Amman to coroczny festiwal Badagów. Trwa 7 dni. Codziennie odbywa się w innym mieście. Jest to święto na cześć lokalnej bogini, która ma postać siedmiu sióstr. Nie przedstawia się ich w żaden materialny sposób. W świątyni pali się jedynie ogień, który symbolizuje boga. Podczas festiwalu świętuje się symboliczne spotkania dwóch z sióstr. Na codzień każda z sióstr przebywa w świątyni w innym mieście. Raz w roku odwiedzają się i to właśnie jest powodem świętowania.

festiwal badagas w nilgiri

Badagowie na czas festiwalu ubierają się w tradycyjne białe stroje. Mężczyźni noszą dhoti i białą koszulę oraz turban na głowie, a kobiety białą chustę. Wierni idą do świątyni na boso na znak szacunku. Powiedziano mi bym zastanowiła się, jakie są moje cele i dążenia na przyszłość i że mogę o to pomodlić się w świątyni. Co mnie bardzo zdziwiło kobiety nie mogą wejść do środka świątyni. Wchodzą tylko mężczyźni. Dziwny zwyczaj biorąc pod uwagę, że bóstwo jest żeńskie. Ale nie ma z czym dyskutować.

Każdy przybyły zostawia w świątyni symboliczne dwie monety. W międzyczasie mężczyźni tańczą, gra muzyka na bębnach. Ludzie modlą się, stoją w kolejce do świątyni, rozmawiają. Potem dzieje się coś niesamowitego.

Posiłek dla tysięcy wiernych w bieli

etti amman nilgiri

Na oko było tam 10 tysięcy osób. Ludzie w rzędach siadają na ziemi czekając na posiłek. W ogromnych garach przygotowano ryż i wegetariańskie curry z ziemniakami i czerwoną fasolą. My też siadamy. Wolontariusze rozkładają przed nami liście bananowca. Nasze ulubione eko-talerze. Na bananowcach lądują ogromniaste porcje. Ja proszę o połowę, bo nie przejem całej. Jedzenie jest bardzo smaczne. Jego ilość jest niewiarygodna. Po posiłku wierni powoli rozchodzą się. My zostajemy by nadal chłonąć atmosferę. Patrzymy na ludzi, a oni na nas. Wszyscy uśmiechają się do nas, machają, są bardzo mili. Czasami co odważniejsi podchodzą do nas by zrobić sobie z nami kolejne selfie. Nie mamy serca odmawiać, po tej ogromnej dawcę gościnności jaką otrzymaliśmy od tych ludzi. Uśmiechamy się więc dzielnie do setnego selfie.

Pożegnanie Sióstr

Powoli teren festiwalu pustoszeje. Część wiernych dalej czeka. Dowiedzieliśmy się, że czekają na wyprowadzenie sióstr ze świątyni. Jedna z nich wróci tu, a druga podąży do „swojego domu”. Po tym wierni już ostatecznie opuszczają teren, a my z nimi. Idziemy razem, w białym tłumie. Nadal boso. Co chwilę z kimś rozmawiamy, śmiejemy się. Ktoś zaczepia nas do zdjęcia, ktoś pyta skąd jesteśmy, ktoś trzyma za rękę i zaprasza do domu na herbatę.

To było coś niesamowitego. Ta masa ludzi ubranych na biało. Te ilości przyrządzonego jedzenie. Te serdeczne uśmiechy i rozmowy. Aż chciałoby się dać tym ludziom coś w zamian. Rozdajemy więc szczodrze to, co mamy bez ograniczeń, czyli szczere uśmiechy i uściski.

festiwal etti amman w górach nilgiri

Plemię Toda – pasterze bawołów

Oprócz Badagów sporo słyszeliśmy jeszcze o plemieniu Toda. Dla odmiany zajmują się oni wypasem bawołów. Żyją ze sprzedaży mleka oraz produktów mlecznych. Wypytywaliśmy gdzie możemy ich spotkać. Po dwóch niepowodzeniach, udało się. Zobaczyliśmy bawoły na drodze. Są! Toda. Ucieszyłam się. Po chwili dostrzegliśmy świątynie Todów, która wygląda jak chata Wikingów.

świątynia plemienia toda w górach nilgiri

Zaraz za świątynią był dom i przyjaźnie uśmiechająca się kobieta. Jak to najlepiej jest zrobić w takiej sytuacji trzeba zagadać.Okazało się, że Pani zna parę sów po angielsku. Po kilku uśmiechach zaprosiła nas do domu. Słyszałam o tradycyjnych strojach Todów. Są to czerwone i czarne geometryczne hafty na białym materiale. Todowie używają strojów na ślub i specjalne
okazje. Pani okazała nam swoje haftowane prace. Ależ były równiutko wykonane. Poprosiliśmy o zapozowaniu do zdjęcia.

Niewiele myśląc zapytałam o co chodzi z tą dziwną świątynią. Wierni nie wchodzą do środka. Wewnątrz znajduje się tylko czaszka bawołu z dwoma rogami. Zapytana czy Todowie mają jakieś specjalne rytuały Pani odpowiedziała, że nie. Jakoś nie chciało mi się wierzyć. W Internecie wyczytałam, że Todowie tradycyjnie pobierają się gdy kobieta jest w siódmym miesiącu ciąży. Dawniej kobieta mogła mieć wielu mężów. Jej status był wysoki. Todowie znani są z życia w zgodzie z naturą. Są pasterzami bawołów, nie uprawiali ziemi, nie polowali na zwierzynę, nie jedzą mięsa. Niestety z powodu rozwoju stolicy regiony, czyli Ooty i dużej liczny turystów, Todowie muszą uciekać w coraz dalsze, głębsze rejony Gór Błękitnych. Ich kultura stopniowo topnieje.
Niestety jest ich coraz mniej. Ciesze się, że udało nam się dowiedzieć o ich istnieniu. Może któregoś dnia dane nam będzie tu wrócić i dowiedzieć się więcej. Więcej o plemieniu Toda

kodanadu view point

Spotkania z lokalnymi grupami etnicznymi są dla mnie fascynujące. Przez te cztery dni pobytu w Kotagiri było pochmurno i zimno. Nie mogliśmy podziwiać pięknych widoków, ale za to Góry Nilgiri odsłoniły przed nami niezwykłych ludzi i podarowały nam wiele bezcennych spotkań, które na długo zapamiętamy. Może kiedyś uda nam się tu wrócić, by dowiedzieć się jeszcze
więcej o zwyczajach plemion z Gór Nilgiri.

Chmury rozeszły się w dniu naszego wyjazdu. Oto kilka widoczków złapanych po drodzę.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0