Sztuka w Kochi. Od Kathakali do street artu

Do Kochi przyjechaliśmy z Alappuzy. Podróż trwała jedyne dwie godzinki, więc jak na indyjskie warunki była tak krótka, że prawie jej nie zauważyliśmy. W Alappuzie wsiedliśmy w lokalny autobus, za bilet zapłaciliśmy 6 zł za dwie osoby i raz dwa, byliśmy na miejscu.

jedziemy do kochi

Tu się chodzi po pasach!

Jakie było nasze pierwsze wrażenie po przyjeździe do Kochi ? Czy my aby nie wyjechaliśmy z Indii? – zastanawialiśmy się. Wokół są sami turyści, uliczki są wąskie, budynki niskie i wiecie są ? Są pasy dla pieszych i nie ma żadnej, ale to ani jednej krowy na ulicy! Gdzie my jesteśmy ?!

DSC05762

Kochi to bardzo ciekawe miasto handlowe podzielone na kilka części rozsianych wokół typowego dla Kerali rozlewiska. Historyczne części Fort Kochi oraz Mattancherry pełne są turystów. Ernakulam to typowe indyjskie gwarne miasto. Jest jeszcze kilka sąsiadujących wysp, do których dostać się można promem za kilka rupii. Kochi znane jest przede wszystkim z handlu przyprawami zwożonymi z pobliskich plantacji oraz z chińskich sieci, których rybacy używają po dziś dzień. Aha, jest jeszcze Kathakali. Dalej wyjaśnimy co to w ogóle jest.

Shalom, my friend! Come to see my shop.

Swego czasu miastem rządzili Holendrzy, Portugalczycy, a także Brytyjczcy. I oczywiście rozchodziło się tu o handel, czyli o pieniądze. Kochi było i jest bogatym miastem. I to widać. Jest czyste, a Fort Kochi i Mattancherry pękają w szwach od zagranicznych turystów. W mieście znajdziecie takie nietypowe jak na Indie ciekawostki, jak:

1.Holenderski Pałac (warto go zwiedzić ze względu na przepiękne keralskie malowidła ścienne. Niestety w środku nie można robić zdjęć, ale kupiliśmy pocztówki z podobnymi malunkami by pamiętać o miejscu. Wstęp kosztuje jedyne 5 rupii)

DSC06192

2. Synagoga i żydowska ulica pełna kaszmirskich sklepikarzy wołających Cię : „Come to see my shop”, co po jakimś czasie podróżowania po Indiach robi się tak monotonne i irytujące, że nie macie już ochoty oglądać żadnego sklepu

3. Chińskie sieci rozpościerają się wzdłuż głównego deptaku. Rybacy zwęszyli na nich niezły interes. Zapraszają turystów i demonstrują im jak sieć działa za co otrzymują całkiem niezłe napiwki.

turyści w koch

Katolicka bazylikę Santa Cruz, czy holenderski cmentarz. Cmentarz cmentarzem, nas oczywiście ciekawiło co innego – lokalne uliczne jedzenie, kathakali, piękne krajobrazy oraz … street art/sztuka uliczna, którą odkrywaliśmy na każdym kroku. Ale po kolei.

Co oni tu właściwie jedzą?

Od czego zaczynamy? Najpierw trzeba zjeść także zacznijmy od jedzenia. Keralczycy, jak wszyscy Indusi kochają jeść. Oprócz ciekawych dań głównych, o których poczytacie w innych postach, mają niepoliczalną liczbę przekąsek smażonych w głębokim oleju. Nazwijmy je zbiorczo pakora. I tak mamy egg pakora, potato pakora, onion pakora, chilli pakora i tak dalej. Do tego dochodzi cutlet – taki mały kotlecik z dhalu, tapioka z kurkumą i inne ciekawostki, których kosztowaliśmy codziennie. W Kerali zamiast zamiast roti czy ciapati króluje parota, czyli rodzaj placka, dodatku do dań curry. Parota składa się z wielu warstw i podczas jedzenie rozpada się jakby na kawałki. Mistrzostwo !

street food kerala

Mistrzowsta mimika

Bardzo chcieliśmy zobaczyć Kathakalli. Katha- co ? Ka-tha-ka-li, czyli tradycyjny keralski teatr, w którym aktorzy są imponująco wymalowani oraz przebrani. Kathakali to gra mimiki twarzy oraz mudr, czyli ruchów dłoni oznaczających konkretne słowa i frazy. Aktorzy nie mówią ani nie śpiewają. Oprócz aktorów na scenie znajdują się muzycy, którzy za pomocą keralskich bębnów oraz harmonium podkreślają ekspresję całej opowieści. Warto też podkreślić, że teatr kathakali zarezerwowany jest dla mężczyzn-aktorów. Także role żeńskie odgrywają mężczyźni.

Na przedstawienie wybraliśmy się do Kathakali Center w Forcie Kochi. Wstęp kosztował 300 rupii od osoby, przedstawienie trwało około 2 godzin. Na początku mogliśmy zobaczyć jak aktorzy malują się przed rozpoczęciem przedstawienia. Później dowiedzieliśmy się, że szkoła kathakali trwa 6 lat, szkoła malunku do kathakali 4 lata.

Przed rozpoczęciem samego przedstawienia jeden z aktorów zaprezentował swe umiejętności w mimice twarzy. Wywracał oczami w takim tempie, że trudno było za nim nadążyć. Jego ekspresja twarzy była niesamowita.

kathakali

Historia przedstawienia inspirowana jest wydarzeniami z Mahabharaty, indyjskiej epopei. Kichaka, głównodowodzący armii Viraty chciał bezczelnie uwieść Draupadi, boginię pięciu Pandawów. Ta jednak nie chciała mu się oddać.

kathakali

Niezadowolony Kichaka chciał posiąść Draupadi siłą. I gdy ta nadal opierała się, uderzył ją.

kathakali

Nieszczęśliwa zapłakana Draupadi, wyżaliła się Bhimie, jednemu z książąt Pandawów. On, zniesmaczony sytuacją obiecał jej pomóc i zabić Kichakę. Powiedział by zwabiła Kichakę do sali balowej.

kathakali

Kichaka przyszedł do sali balowej myśląc, że w łożu czeka na niego Draupadi. Szykował się by ją posiąść, gdy znienacka spod przykrycia wyskoczył Bhima i zabił Kichakę. Ten padł martwy.

kathakali

Przedstawienie bardzo nam się podobało. Polecamy Wam zobaczyć Kathakali gdy będziecie w Kerali. Nie skąpcie kasy. Naprawdę warto.

Keralski street art

Nie na Kathakali kończy się sztuka w Forcie Kochi. Widać ją na każdym kroku i to dosłownie. Spacerując uliczkami odkrywaliśmy coraz to ciekawsze murale. Można powiedzieć, że jest to lokalna keralska sztuka ulicy (tzw. street art), z której słynie Kochi.

kochi street art

 

Przejażdżka skuterem na backwaters

I co jeszcze ciekawego można zobaczyć w Kochi ? Zamiast siedzieć w drogich knajpach dla turystów polecamy wypożyczenie skutera (300 rupii za dzień) i zwiedzenie okolicy.

kochi

Na południe od Kochi są przepiękne rozlewiska (tzw. backwaters) oraz niegorsze plaże.

kochi

zachód słońca w kochi

Jeżdżąc małymi dróżkami natknęliśmy się na miejsce, gdzie rybacy łowią za pomocą popularnych w tym regionie chińskich sieci. Niektóre są tak ogromne, że do obsługi ich potrzeba kilku osób. Sieci spuszcza się do wody na noc i podnosi się je rankiem.

kochi backwaters

Co jeszcze przykuło nasza uwagę, to potężne drzewa. Dają bardzo dużo cienia i są naprawdę imponujące.

drzewa kochi

drzewa kochi

Polska jednogroszówka za pokój

My do Kochi przyjechaliśmy 19 grudnia i spędziliśmy tam trzy dni. Jest to czas wysokiego sezonu turystycznego, więc ceny skaczą do góry. My za pokój zapłaciliśmy 400 rupii i był to pewnie jeden z najtańszych pokoi w mieście. Jednak… w dniu wyjazdu zaczepił nas pewien mężczyzna pytając czy mamy monetę ze swojego kraju, bo on je zbiera. Daliśmy mu jeden grosz, a ten zaproponował nam pokój na 200 rupii!!! My jednak byliśmy już gotowi do dalszej drogi. Także morał z tego taki, że w Indiach warto pytać o tańsze pokoje i warto nosić ze sobą cały zapas jednogroszówek.

agata w kochi

Idą święta i my idziemy dalej

Pora jechać dalej. Tuż przed świętami, 23 grudnia opuściliśmy Kochi. Trochę żałowaliśmy, że nie spędzimy świąt tutaj, bo miasto było pięknie udekorowane i wiedzieliśmy, że będą dziać się ciekawe rzeczy. Jednak jak się później okazało, na naszym następnym przystanku w Varkali czekał na nas prawdziwie świąteczny prezent, o którym napiszemy w następnym poście.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0