Uśmiechnięty Mumbaj

Dotarliśmy do Mumbaju. Podróż minęła bardzo szybko i o dziwo bezproblemowo. Nawet nasze bagaże dotarły w jednym kawałku. My też!

Mumbai airport

Podróż Turkish Airlines zaliczamy do naprawdę udanych. Chcielibyśmy pochwalić pyszne jedzonko jakie serwują linie. Obsługa miła, szybka i sprawna. Pomimo minimalistycznej czasowo przesiadki w Istambule (mieliśmy na nią około godzinki, a nasz pierwszy lot był nieco spóźniony) zdążyliśmy na drugi lot do Mumbaju. No i bomba ! W sensie wszystko super. Bomb po drodze nie było.

Postanowiliśmy nie zatrzymywać się w żadnym hotelu w Mumbaju. Chcemy poczuć nieco lokalnej atmosfery. Zaprosił nas do siebie mój znajomy Jay, którego poznałam kilka lat temu w Indiach dokręcając mu dredy. Dredów już nie ma, ale Jay jest i ma się świetnie. I to do niego zmierzaliśmy po wylądowaniu w Indiach.

Lotnisko w Mumbaju jest dość imponujące. Bardzo nowoczesne, czyste, ogromne i udekorowane instalacjami indyjskich artystów.

mumbai airport

Po przejściu miliona bramek, wypełnieniu kilku papierków oraz odebraniu naszych bagaży wyszliśmy z lotniska by ruszać w stronę szalonej metropolii.

dokumenty na lotnisku

Na lotnisku skorzystać można z tzw. pre-paid taxi. Jest to dobra opcja dla osób, które w Mumbaju są pierwszy raz albo którym zależy na czasie. Nam się nie spieszyło , więc postanowiliśmy zacząć od przygody i jechać lokalnym autobusem. A kto był w Indiach, ten wie że jazda lokalnym autobusem zawsze jest przygodą.

Gdy po jakiś 45 minutach udało nam się dotrzeć na odpowiedni przystanek otrzymaliśmy wiele porad jak mamy dojechać na adres Jaya. Porady oczywiście miały wiele różnych wersji. Zaufaliśmy tłumowi i wsiedliśmy (a właściwie wskoczyliśmy) do autobusu z numerkiem jakimś. W autobusie przesympatyczny Pan sprzedający bilety z przeogromnym uśmiechem i niesamowicie białymi zębami próbował zrozumieć dokąd chcemy się dostać. Dodam, że w lokalnych autobusach w Mumbaju nie ma kasowników. Jest Pan sprzedający bilety podróżnym. W Indiach jeszcze wiele czynności, które u nas załatwiają maszyny, a tam wykonują je ludzie.

Wróćmy do naszej autobusowej przejażdżki. Do dyskusji na temat naszej trasy dołączył inny uśmiechnięty Pan, który ni z tego ni z owego wyjął plakietkę i pokazał nam gdzie pracuje. Uśmiechając się oczywiście. Ok.ok, very nice Sir– pokiwaliśmy głowami z aprobatą. O co chodziło?

Jedźmy dalej.  Udało nam się dogadać co do celu naszej podróży. Czekała nas przesiadka, a właściwie wyskok z autobusu. Wyskoczyliśmy z jednego i od razu wskoczyliśmy do następnego, który okazało się, że jedzie akurat na Yari Road, czyli w okolice Jaya.

Ok. Jedziemy. Wyskakujemy. Wyskoczył z nami inny Pan, już nie tak uśmiechnięty, ale za to bardzo pomocny. Pokazaliśmy mu zapisany adres, a on w ciszy zaprowadził nas pod samo osiedle. Bardzo miło. Dziękujemy.

Versova

Osiedle jest wyjątkowo schludne jak na Mumbaj. Pojedyncze domy rodzinne, zieleń i pachnące kwiaty.

Versova, Mumbaj

Znajdujemy się w dzielnicy Versova, Andheri West w północnym Mumbaju. Nasz budynek nazywa się Greenview Tower i rzeczywiście widok z okna jest imponujący.

Versova

Jay, nasz gospodarz przywitał nas kolejnym ogromnym uśmiechem. A do tego pierwszym masala czajem. I to nie byle jakim czajem, bo przyrządzonym z mieszanką przypraw przygotowaną przez jego mamę. To jej nowe hobby. Pitraszenie.

Egg bhurji

Pogaduszki, pogaduszki i wjechało śniadanko. Egg bhurji, czyli coś co cały Mumbaj kocha – jajecznica z mieszanką przypraw, zielonym chilli, cebulką i naszym kochanym składnikiem, czyli świeżą kolendrą.

Pychota !

Takie to mieliśmy przemiłe przywitanie w Mumbaju.

Po małej drzemce, spacerek po okolicy. Spróbowaliśmy nowości w naszym dotychczasowym menu. Dabeli! Tak wygląda nasz nowy przysmak.
cheese chinese bhell

A tak wyglądam ja zajadająca się nim.

Ja i chinese bhel

A jak smakuje? Czasami pewne doświadczenia trudno jest opisać. Wyobraźcie sobie podsmażaną bułeczkę z takim jakby burgerowym kotlecikiem. Kotlecik ma smak słodko-ostro-niespodziewany z dodatkiem orzeszków ziemnych. Koszt takiej przyjemności 12 INR, czyli ok. 80 groszy.

Żyć nie umierać. Jeść dalej. Zjedliśmy po drugim burgerze.

Oprócz obowiązkowego jedzonka mieliśmy do wykonania poważną misję, czyli zdobycie indyjskiej karty sim do telefonu. Czy się uda? Okaże się jutro. Trzymajcie kciuki.

Idziemy spać. Zmiana strefy czasowej troszkę robi swoje. Czas odpocząć.

Subha ratri * hindi: dobrej nocy

Versova

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0
  • Agnieszka Stępniak

    Słodko- ostro niespodziewany smak- rewelacja!!!

    • Agata Wójt

      🙂 a w nocy pojawiły się drobne niespodziewane rewolucje żołądkowe :

  • Anna Szkudlarek

    ale zazdrościmy Wam tej podróży i będziemy śledzić Wasze poczynania ! 🙂 pozdrowienia od byłych sąsiadów zza ściany 🙂

    • Agata Wójt

      Dzisiaj za sąsiadów mamy masę gołębi, kruki i orły. Sciskamy mocno

  • Monika Gębarowska

    Super relacja i świetne FOTY! Czy kupiliście TO, o czym rozmawialiśmy? Buźki od naszej czwórki!!!