Nasz wolontariat w Tajlandii – Budowanie domu z gliny, rozmowy o buddyzmie i zielone curry

Jak zaczęliśmy nasz wolontariat w Tajlandii? Pierwsza noc była prawdziwym przeżyciem. Nasza gospodyni wjeżdżając na farmę powiedziała, że mamy uważać na węże. „Jeśli nie nadepniecie go, to nie ugryzie Was” – powiedziała ze spokojem. Wskazała nam glinianą chatkę, która miała zostać naszym nowym domem. Chwilę porozmawialiśmy. Po chwili pożegnała nas życząc dobrej nocy. Było już ciemno. Odgłosy dżungli były dla nas nowością. Idąc w stronę chatki ostrożnie stawialiśmy kroki, żeby nie nadepnąć na węża. Ja panicznie boję się wielkich pająków. Starałam się nie wizualizować ich w głowie. Jedno okno w naszej chatce (wielkie na całą ścianę) nie zamykało się. Spaliśmy więc przy otwartym. W środku były materace i moskitiera – nasza tarcza ochronna przed dżunglą. Położyliśmy się, starając nie panikować przy każdym szeleście, chrupnięciu, skrzeku, pisku dobiegającym naszego automatycznie wyostrzonego słuchu. Odgłosy dżungli powoli uśpiły nas. Noc przebiegła spokojnie. I każda kolejna też. Węża spotkałam dopiero czwartego dnia.

wolontariat w Tajlandii naturalne budownictwo

Garden of Tranquility – miejsce gdzie poczuliśmy się jak w domu

Opowiem Wam o naszym wolontariacie w Tajlandii. Wolontariat znaleźliśmy jak zwykle przez workaway.com. Spędziliśmy tydzień na farmie bananów i kokosów budując dom z gliny. Mieszkaliśmy u cudownej tajskiej rodziny, która chce stworzyć społeczność ludzi żyjących z poszanowaniem natury, zgodnie z zasadami wzajemnej wymiany i wspólnej pracy. Zależy im na rozwoju osobistym i duchowym. Naszych gospodarzy można znaleźć w Internecie pod hasłem Garden of Tranquility. Dża i Na (gospodarze) żyją tutaj od 6 lat. Obecnie na ich farmie znajduje się kilka budynków z gliny wybudowanych wspólnymi siłami wielu osób. Jest tu duża wiata gdzie odbywają się grupowe spotkania, warsztaty. Jest cała masa bananowców i palm kokosowych. W przyszłości chcą założyć naturalny ogród permakulturowy.

Przez siedem dni nauczyliśmy się tu bardzo dużo na temat tajskiej kultury, kuchni, naturalnego budownictwa. Przeprowadziliśmy wiele rozmów o filozofii i buddyzmie. Jednak to co najcenniejsze, to nowi przyjaciele, bardzo bliscy. Tacy, którzy przyjęli nas do swojego domu i pozwolili poczuć się jak w rodzinie.

Wolotariat w Tajlandii. Nasza nowa Tajska rodzina

Na początek przedstawię Wam Dża.

workaway w tajlandii. gospodarz

To wspaniała, ciepła, uśmiechnięta kobieta. Dża jest bardzo energiczna. Wielozadaniowość to jej domena. W Tajlandii kobiety dużo pracują i Dża jest tego przykładem. Z jednej strony jest matką i żoną. Dba o dom i całe gospodarstwo. A z drugiej strony jest bardzo aktywna zawodowo. Organizuje warsztaty dla kobiet, szkolenia na temat coachingu. Wyszukuje również wolontariuszy takich jak my, do pomocy w budowaniu domu. Kontaktuje się z organizacjami, którym przyświecają podobne idee. Rozmawia z innymi rodzinami na temat nauczania domowego. Ma w tym duże doświadczenie gdyż ich córka Haiku nigdy nie chodziła do szkoły. Wiele rodzin odwiedza Garden od Tranquility by porozmawiać na ten temat. A Dża i Na chętnie dzielą się wiedzą.

Na to prawdziwa osobowość.

Na gospodarz wolotantariatu w Tajlandii

Jest tak mądrą osobą, że chcielibyśmy by mógł przyjechać do Polski żebyście wszyscy mogli go poznać. Mądrość, dobro i spokój emanują od tego człowieka. Na przez 15 lat był mnichem tajskiej tradycji leśnej. Trzy lata żył w zupełnym odosobnieniu w jaskini. Postanowił jednak wrócić do życia świeckiego. Powiedział, że jako mnich nie mógł w pełni działać w pewnych kwestiach. Teraz Na przenosi swoją wiedzę do życia codziennego. Dzieli się nią z ludźmi. W bardzo subtelny sposób uczy jak żyć w zgodzie ze sobą i z drugim człowiekiem. Przeprowadziliśmy z Na wiele pięknych rozmów na temat buddyzmu, na temat filozofii życia. Wiele godzin spędziliśmy też z nim w milczeniu tynkując ściany gliną. Zajęcie to przemieniło się w medytację. Mówiąc szczerze nasza praca odprężała nas i uspokajała. Na jest artystą. Maluje obrazy. Gra na tradycyjnych tajskich instrumentach. Jak sam mówi, w swoich czynach kieruje się intuicją.

Haiku

Haiku córka gospodarzy wolotariatu

Wiecie co znaczy Haiku? To japońska nazwa krótkiej formy poetyckiej. Pewnego dnia gdy Na medytował samotnie w jaskini, nagle zaczęły pojawiać się mu w głowie właśnie takie krótkie
wiersze, Haiku. Haiku jest córką Dża i Na. Ma 9 lat i ma bardzo dużo energii. Haiku ma wiedzę na temat budowania domów z gliny. Wie, które węże są jadowite, a które nie. Umie znaleźć dojrzałe banany. Lubi obserwować i mówić o ptakach. Zna angielski i uczy się chińskiego. Chodzi na lekcje gry na pianinie. Bardzo ładnie rysuje, ma zdolności artystyczne. I wiecie co? Haiku nigdy nie chodziła do szkoły. Uczą ją rodzice i cała masa ludzi, którzy prawie codziennie odwiedzają ich dom. Haiku ma dużo zagranicznych znajomych i już w wieku 9 lat musi zrozumieć, że ludzie przychodzą i odchodzą. Tak jak i my, przyjechaliśmy i musieliśmy wyjechać.

Co robiliśmy na wolontariacie w Tajlandii?

Teraz kiedy już znacie członków rodziny powiem Wam co my tam właściwie robiliśmy. Naszym głównym wspomnianym już zajęciem była pomoc w budowaniu nowego domu – jednocześnie holu medytacyjnego.

budowanie z gliny workaway

Mówiąc konkretniej zajmowaliśmy się tynkowaniem ścian mieszanką gliny z łuską ryżu.

tynkowanie ścian gliną

Dom zbudowany jest z metalowej, mocnej konstrukcji. Podłoga wyłożona jest cementem. Ściany zrobione są z dwoma metodami : cegłami z gliny (suszonymi na słońcu) oraz mieszanką gliny i słomy.

Oprócz samego tynkowania podkładem gliny i z łuski ryżowej, Na pokazał nam też jak wyrabia się kolorowe tynki. Wiecie jak się je robi? Z mieszanki piasku, ziemi, wody i mąki ziemniaczanej. Śmialiśmy się, że taki naturalny dom, można by schrupać. Ten pomysł przypomniał mi ideę Ajurwedy – starożytnej medycyny indyjskiej mówiącej, że wszystko co nakładamy na skórę (chodzi tu o kosmetyki) moglibyśmy też zjeść. Podobnie przy naturalnym budownictwie – może nie zbadajmy ich, ale budujmy je z tego co naturalne, z tego co jest dla nas dobre i zdrowe.

naturalne budownictwo w tajlandii

Na koniec naszych prac pozostawiliśmy po sobie pamiątki w postaci glinianych dekoracji.

Życie na prowincji, życie w społeczności

Farma Garden of Tranquility znajduje się w totalnej dżungli ok.12 kilometrów od miasta Ratchaburi, ok.80 km od Bangkoku. Wokół znajdują się tylko palmy i palmy i palmy. Życie na prowincji nie musi być życiem w odosobnieniu. Jeśli otworzysz się na kontakt z ludźmi, to bedą do Ciebie przyjeżdżać. Nas prawie codziennie ktoś odwiedzał. Czasami aby pomóc w budowaniu, czasami by porozmawiać o szkoleniach lub o domowym nauczaniu, a czasami po prostu by posiedzieć i zobaczyć jak wygląda dzień w Garden od Tranquility.

Przez żołądek do serca, czyli o tym jak placki ziemniaczane zbliżają Tajów i Polaków

Oprócz budowania pomagaliśmy też Dża w kuchni. Miała tam niekończącą się pracę. W Tajlandii je się trzy razy. Śniadanie, lunch i wieczorem obiad. Aby odciążyć Dża pewnego dnia zrobiliśmy śniadanie w polskim stylu. Były to placki ziemniaczane z dodatkiem dyni polane…. sosem bananowym 😉 Takie polsko-tajskie fusion. Miałam przy sobie też nazbieraną ubiegłego lata lipę, więc zaparzyliśmy też herbatę. Wszystko wyszło pyszne, nasza rodzinka zjadała się plackami aż uszy im się trzęsły.

workaway w tajlandii wspólny posiłek

Te placki jakoś zbliżyły nas. A jeszcze większe zbliżenie nastąpiło po tym jak pomalowałam mieszkańców domu henną.

henna w tajlandii

Wystarczy bezinteresownie dać drugiej osobie coś od siebie, z czystego serca, a inni doceni to i otworzy się. Placki ziemniaczane po tajsku i henna zaowocowały dalszymi fajnymi zdarzeniami. Okazało się, że Dżin, czyli koleżanka Dża która przyjechała w odwiedziny lubi gotować. Widząc nasze zainteresowanie kuchnią zrobiła nam domowe lekcje gotowania. M.in.pokazała nam jak zrobić green curry. Obiecuję napisać osobny wpis z przepisem na zielone curry według Dżin. A powiem Wam, że było to najlepsze curry jakie w życiu jadłam.

tajskie zielone curry

Przysmaki lokalnego bazarku

Jak już jesteśmy w temacie jedzonka, to opowiem Wam jeszcze o jednym miejscu. Kilka razy pojechaliśmy do Ratchaburi na lokalny market, gdzie mieliśmy okazję próbować autentycznego
lokalnego tajskiego jedzenia. I tu okazało się, że Pad Thai może kosztować 30 BHT, omlet po tajsku (czyli nadziewany kiełkami i słodkim kokosem) 30 BHT, a wielka micha Tom Yum z mleczkiem kokosowym 40 BHT. Kochani, jak będziecie w Tajlandii koniecznie odwiedźcie lokalny market i spróbujcie prawdziwego tajskiego jedzenia. W prawdziwej cenie.

Wycieczka na Amphawa floating Market – nasz dzień wolny

Workaway, jak i nasz wolontariat w Tajlandii ma kilka prostych zasad – w zamian za darmowe zakwaterowanie i wyżywienie wolontariusz pracuje najcześciej 5 dni w tygodniu, ok.5 godzin dziennie. Nikt nie liczył nam czasu. Pracowaliśmy z przyjemnością i wszystko odbywało się jakoś tak płynnie. Jednego dnia, była to niedziela, postanowiliśmy zrobić sobie dzień wolny i wybrać się na tzw. floating market, czyli tłumacząc na polski pływający market. Okazało się, że w odległości ok. 16 km znajduje się jeden z największych i najdłużej działających pływających marketów w okolicach Bangkoku – Amphawa Market. Na market pojechaliśmy rowerami pożyczonymi od Dźa.

W dzisiejszych czasach pływające markety tracą swoją tradycyjną funkcję. Wcześniej były niezbędnym, często jedynym miejscem gdzie lokalna ludność mogła kupić świeże produkty. Dzisiaj ze względu na mnogość supermarketów przemieniają się raczej w atrakcje turystyczne. Na takim markecie nadal możesz spróbować wielu lokalnych przysmaków. Warto przyjechać głodnym i kosztować dużo, ale w małych porcjach. My na markecie spędziliśmy ok.5 godzin. Zjedliśmy tajską zupę, pad thai, sałatkę z zielonej papai, lokalny deser z zielonymi kluseczkami z pandana, lody kokosowe, szejka ananasowego, a na koniec popiliśmy wszystko wodą z kokosa. Pycha ! Ceny na markecie są umiarkowane. Jak poszukasz to znajdziesz nawet dużego kokosa za 10 BHT (1,2zł).

Tydzień wolontariatu minął bardzo szybko. Wszystko co dobre, szybko się kończy. I nic na to nie poradzimy. Rozstanie z naszą tajską rodzinką nie było proste. Na zawsze pozostaną w naszych serduchach.

Co nam daje wolontariat?

Lubimy rozpoczynać podróż do nowego kraju od wolontariatu. W ten sposób możemy dużo nauczyć się o nowym miejscu. O wszystko mogliśmy pytać naszych gospodarzy, a oni chętnie odpowiadali nam. Lubimy też przebywać z lokalną społecznością. Będąc turystą nie jest to proste. Dlatego cenimy workaway za możliwość obcowania z rdzenną kulturą. Po tym tygodniu mogę powiedzieć, że moja wiedza o Tajlandii nie ogranicza się do pad thai i wyspy Leonardo DiCaprio. Wiem, jak żyje tajska rodzina, wiem co jedzą i jak wychowują swoje dzieci.A tego nie wyczytam w żadnym przewodniku.

workaway w tajlandii

Nasz wolontariat był tym bardziej dla nas cenny iż Dża i Na realizują pomysł na życie o jakim my myślimy. Są dla nas inspiracją i nauczycielami. I wiecie jaki jest najważniejszy wniosek jaki z tej lekcji wyciągnęliśmy? Żyj powoli, nie spiesz się z dążeniem do celu. Niech to dążenie będzie powolnym procesem, w którym znajdziesz przyjemność samą w sobie. Przecież nie chodzi by zbudować dom jak najszybciej i by budować kolejny. Chodzi oto by budować go z przyjemnością i miłością. Jak mówią w Tajlandii Sabai, sabai, czyli na spokojnie.

workaway w tajlandii

Wolontariat w Tajlandii przez Workaway

Marzyłeś o wolontariacie w Azji? Słyszałeś od znajomych, że byli pracowali jak wolontariusze w parku ze słoniami w Indiach lub uczyli dzieci angielskiego w szkole na Filipinach ? A może spędzili miesiąc w hostelu na Bali ? Też byś chciał mieć taką przygodę, ale nie wiesz jak to zrobić? A może myślisz, że za taki wolontariat trzeba dużo zapłacić albo trzeba być studentem ? Powiem, Ci tak.

Nie trzeba. Wolontariuszem zostać może każdy bez względu na wiek i wykształcenie. Liczą się chęci i umiejętności, które przydadzą się w miejscu które wybierzesz. My od kilku lat korzystamy ze strony workaway która oferuja szeroką bazę programów wolontariackich. Jeśli chcesz dowiedzieć się jak krok po kroku zostać wolontariuszem workaway to zapraszam do przeczytania wpisu o workaway, gdzie dokładnie omawiamy proces.

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0